Apostolos Tzitzikostas, unijny komisarz ds. zrównoważonego transportu i turystyki, powiedział , że drogie paliwo nie jest żadnym nadzwyczajnym wydarzeniem, a Parlament Europejski nie zgodził się na obniżenie kwoty odszkodowania dla pasażerów za ponad 3-godzinne opóźnienie bądź odwołanie lotu z powodu kłopotów przewoźnika. Nadal zależnie od długości lotu wynosi ona 300–600 euro. Więc linie będą robić to, co im się bardziej opłaca. Bardzo często dla przewoźników korzystniej jest odwołać lot i wypłacić odszkodowanie, niż ściągać samolot zapasowy, płacić za hotel i posiłki. Zdaniem komisarza Tzitzikostasa są to decyzje „czysto biznesowe” i KE nie ma na nie wpływu.
Z najnowszej prognozy Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych wynika, że poza Bliskim Wschodem, gdzie – z wiadomych względów – lotnictwo przeżywa trudny czas, linie lotnicze mimo narzekań i tak zarobią. Tyle że prawie o połowę mniej, niż w 2025 r. (23, a nie 41 mld dol.).
Ich sojusznikiem w cięciu wydatków będzie powoli taniejące paliwo, czyli zmniejszenie największego kosztu operacyjnego. A tymczasem nie widać jakichkolwiek ruchów taryf w dół, tym bardziej że poziom rezerwacji wskazuje na to, że rynek je zaakceptował. I intensywnie szukają pieniędzy gdzie indziej.
Czytaj więcej
Zapowiadanych wcześniej rekordów przewozów pasażerskich nie będzie. Ale nie ma też dramatu. Zapaść z oczywistych powodów jest na Bliskim Wschodzie....
Odchudzone przywileje
W poszukiwaniu dodatkowych źródeł przychodów energicznie zabiegają o pasażerów klasy premium, ale jednocześnie dyskretnie dobierają się do taryf wyższych klas rezerwacyjnych. Już teraz oferują rezygnację z poczekalni czy szybszego przejścia przez kontrolę bezpieczeństwa, czyli tzw. fast tracka. Nie jest to niczym nowym w lotniczym biznesie. Teraz taka strategia staje się powszechna.
– Jestem zwolenniczką przejrzystości taryf. I tego, aby dać konsumentom możliwość wyboru. Dlatego uważam, że rozpisanie taryfy na poszczególne składniki to dobre rozwiązanie. Oczywiście nie każda linia musi to robić. Tak samo jak każda linia ma prawo do własnej strategii. Ale z punktu widzenia ekonomicznego daje ono możliwość większej przejrzystości. Nasze badania pasażerów wskazują, że większość z nich woli dobrać sobie z taryfy to, co im jest potrzebne. I sądzę, że będzie to trend w lotnictwie, tak jak wcześniej było to w sektorze bankowym – mówi Marie Owens Thomsen, wiceprezes i główna ekonomistka Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA).
W „goleniu” przywilejów najdalej poszli Amerykanie, którzy wcześniej wykazali się pomysłowością we wprowadzeniu wyższych cen w klasie ekonomicznej „wyjmując” z ostatecznej ceny np. bagaż czy pierwszeństwo wejścia na pokład.
Teraz zabrali się za saloniki biznesowe, gdzie dotychczas można było poczekać np. na opóźniony lot, skorzystać z bezpłatnego i szybszego internetu, dobrych posiłków czy napojów, w tym alkoholu. Z tych przywilejów dotychczas korzystali nie tylko podróżujący wyższymi klasami, ale i posiadający niektóre rodzaje kart kredytowych oraz wysoki status w programach lojalnościowych. W tych ostatnich także przewoźnicy wprowadzili zmiany, mocno utrudniające zdobycie i utrzymanie zdobytych przywilejów.
Czytaj więcej
Holenderskie KLM szykują się do wprowadzenia opłat za bagaż podręczny - ujawnił „Brussels Times”. Mogą nie zdążyć, jeśli kraje UE pospieszą się z z...
Luksus na miarę sklepów Żabka
Amerykańskie poczekalnie biznesowe w tej chwili coraz częściej przypominają wnętrza sklepów Żabka, gdzie w oszklonych gablotach umieszczono zapakowane kanapki, sałatki i napoje. Nie ma tam Wi-Fi ani krzeseł, żeby spokojnie usiąść, przejrzeć pocztę. W niektórych zostały jeszcze stoliki barowe, ale też bez miejsc do siedzenia. A w większości z nich zniknęły także toalety. Nie mówiąc już o tym, że znalezienie wolnego gniazdka do doładowania telefonu czy laptopa graniczy z cudem.
Ta wersja biznesowej poczekalni już została nazwana „Grab&Go”, czyli „Łap i idź sobie”. Jaka jest z tego korzyść? Taka, że pasażer nie płaci i nie musi stać w kolejce po kanapkę i kawę w którymś z barów na zewnątrz.
Europejskich standardów trzyma się w Chicago LOT, gdzie jest wszystko: i fotele, i wybór posiłków, i przyzwoite Wi-Fi, i nikt niczego pasażerom nie wydziela. Koszt wejścia zaczyna się od 50 dol.
– Linie lotnicze szczególnie w Stanach, choć nie tylko, wpadły w pułapkę „premiumizacji” – od lat, w dużej mierze dzięki lukratywnym umowom z dostawcami kart kredytowych - szybko rosła liczba pasażerów albo latających w klasie premium, albo przynajmniej mających dostęp do części przywilejów dzięki statusowi w programach lojalnościowych. To spowodowało z jednej strony spadek realnej wartości tych przywilejów – trudno uznać boarding priorytetowy, który ma ponad połowa pasażerów, za realny priorytet – a z drugiej dla linii oznacza utratę potencjalnych dodatkowych przychodów – mówi Dominik Sipiński, ekspert lotniczy z ch-aviation. W jego ocenie należy na „premiumizację” patrzeć przez pryzmat możliwości dalszego zwiększenia przychodów, a nie cięcia kosztów – w obliczu ograniczonej przepustowości i możliwości rozwoju, linie lotnicze coraz otwarciej stawiają na pasażerów gotowych płacić ekstra za usługi, a produkty „basic”, czyli z minimalną liczbą usług wliczonych w cenę biletu – w klasie ekonomicznej i premium – stają się lukratywnym sposobem dopełnienia kabin.
Czytaj więcej
W nowej taryfie pasażerowie mogą zabrać na pokład wyłącznie jeden mały przedmiot osobisty, za większy bagaż kabinowy muszą dodatkowo zapłacić.
Amerykanie nie byli pierwsi
To nie Amerykanie, którzy w „goleniu” przywilejów poszli najdalej, są pionierami tego trendu. Pierwsze były dubajskie luksusowe linie Emirates, które jeszcze w 2019 r., czyli przed pandemią i w szczytowym okresie rozkwitu transportu lotniczego, doszły do wniosku, że przy sprzedawaniu biletów w wyższych klasach można dużo zarobić. Dyskretnie wybadały preferencje i okazało się, że na dalekich lotach kluczowym i najważniejszym elementem premium jest fotel, który rozkłada się do płaskiego łóżka, a nie inne dodatki. Ten model szybko skopiowały Qatar Airways, wyjmując z podstawowej taryfy biznesowej wejście do poczekalni i wcześniejszy wybór miejsca w samolocie.
W Europie pionierem stał się oszczędny Finnair, który w 2021 r. wprowadził taryfę biznesową rozłożoną na czynniki pierwsze na swoich najlepszych trasach z Helsinek do Azji. A Air France i British Airways zaczęły kasować dodatkowe pieniądze za wybór miejsca dla tych, którzy wykupili podstawową taryfę biznesową. Jeszcze dalej poszły w 2025 r. arabskie Etihad Airways, które wprowadziły taryfę Business Value, w której nie ma możliwości skorzystania z poczekalni biznesowej czy wcześniejszej rezerwacji miejsca w samolocie.
Te wszystkie zabiegi będą doskonale widoczne po wysokości wpływów z usług dodatkowych, które linie opublikują w przyszłym roku. W 2025 r. wyniosły one 157 mld dol. wobec wpływów z biletów w wysokości 738 mld dol.