Poprzednie dwie rundy negocjacji nie przyniosły efektów. Kolejna jest planowana na najbliższy piątek, 15 marca.
Niemiecki związek zawodowy Ver.di ogłosił 24-godzinny strajk, w którym biorą udział pracownicy sektora publicznego. Na lotniskach jest to personel naziemny, czyli m.in. kontrola bezpieczeństwa, bagażowi, rejestracja pasażerów, czyli wszyscy kluczowi pracownicy. Ale zastrajkowali także np. śmieciarze i inne służby komunalne, mogą się pojawić braki w dostawach wody, a zajęcia w większości szkól zostały odwołane.
Czego domagają się związkowcy
Wcześniej, pod koniec lutego, strajk ostrzegawczy Ver.di zorganizował na lotnisku w Monachium. Port został wtedy zamknięty na 24 godziny. Ucierpiało 15 tys. pasażerów. Zakłócenia w rozkładzie potrwały kilka dni.
Ver.di domaga się dla 2,5 mln swoich członków podwyżek płac w wysokości 8 proc, czyli średnio po 350 euro miesięcznie dla każdego, o 200 euro większych wypłat dla praktykantów i stażystów, trzech dodatkowych dni urlopu, większej elastyczności w ustalaniu godzin pracy. Zdaniem negocjujących władz federalnych i samorządów, nowe warunki wynagradzania i pracy są nie do spełnienia. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższy piątek mogło dojść do przełomu.
Czytaj więcej
Co najmniej „duże zakłócenia” są spodziewane na 11 największych niemieckich lotniskach w najbliższy poniedziałek, 10 marca. Powodem jest strajk pr...
Lotnisko w Hamburgu się pospieszyło
Wszystkie poniedziałkowe loty zostały odwołane z Frankfurtu nad Menem, Monachium, Stuttgartu, Kolonii/Bonn, Berlina, Duesseldorfu, Dortmundu, Hanoweru, Lipska/Halle i Bremy.
A związkowcy w Hamburgu rozpoczęli swój protest wcześniej, bo jeszcze w niedzielę, 9 marca i zakończą go ze wszystkimi w nocy z poniedziałku na wtorek. Tą decyzją zaskoczyli zarząd lotniska, który o przyspieszeniu protestu nie został poinformowany.
Jak
powiedział Deutsche Welle rzecznik Ver.di, ta wcześniejsza akcja
była konieczna, żeby efekt strajku był mocniej odczuwalny. I rzeczywiście był, ponieważ nie wszyscy
pracownicy portu byli poinformowani o wcześniejszym rozpoczęciu
protestu. Wielu pasażerów, którzy w niedzielne popołudnie mieli odlecieć z Hamburga zdążyło jeszcze nadać bagaż, ale kiedy chcieli go odebrać z powodu odwołania lotu, pojawiły się trudności, bo protest już się zaczął.
Zakłócenia w rozkładzie na niemieckich lotniskach potrwają jeszcze kilka dni. Na razie odwołanych zostało 3,4 tys. rejsów i według oficjalnych informacji, z tego powodu ucierpi przynajmniej 510 tys. pasażerów.
Związkowcy przepraszają i tłumaczą, że bez szeroko zakrojonej akcji nie odniosą oczekiwanych rezultatów. — Bez dużego strajku rozmowy z pracodawcą nie przyniosą efektów — tłumaczyła Christine Behle, wiceszefowa Ver.di. Jej zdaniem nie było innego wyjścia, ponieważ w negocjacjach pracodawca jak dotąd nie przedstawił stronie społecznej jakiejkolwiek oferty, która wyszłaby naprzeciwko postulatom.
Co się należy pasażerom podczas strajku?
Zgodnie z unijnym prawem, linii lotnicze mają obowiązek zwrotu pieniędzy za wykupiony bilet bądź zmiany rezerwacji na inny termin. Pasażerom, którzy utknęli na lotnisku, należy się również jedzenie i picie, oraz – jeśli zachodzi taka konieczność - opłacony nocleg.
Nic nie wskazuje, aby negocjacje niemieckich związkowców miały się szybko zakończyć i nie wiadomo również jakich form nacisku Ver.di będzie chciał użyć.
Dlatego, dopóki te negocjacje się nie zakończą, a planujemy podróże z przesiadkami, bo z polskich lotnisk bezpośrednio nie można dolecieć do miejsca przeznaczenia, warto zastanowić się nad zmianą trasy podróży, z ominięciem portów niemieckich. Rozbudowane siatki połączeń mają Amsterdam, Kopenhaga, Paryż, Wiedeń, Zurych, czy nawet Lizbona. I oczywiście Dubaj oraz Doha. Wszystko zależy w jakim kierunku się wybieramy.