A4 to pierwsza polska autostrada, która ciągnie się od granicy do granicy. Czy możemy mówić o sukcesie? Zdaniem Bogusława Liberadzkiego, europosła oraz byłego ministra transportu, tak i nie.
- To trochę paradoks. Sytuacja na Ukrainie sprawiła, że autostrada A4 mocno straciła na znaczeniu. Mówię tutaj zwłaszcza o odcinku na wschód od gospodarczego serca Polski - wyjaśniał.
- Co innego autostrada A2. Od początku było wiadomo, jakie jest jej znaczenie. Mimo to dalej nie jest w stanie dojść do Wisły, a właściwie nie jest w stanie przebić się przez Ursynów w Warszawie, a jest to ciąg o tak zasadniczym znaczeniu - wskazywał.
- Z jednej strony to dobra wiadomość, że coś już jest gotowe od granicy do granicy. Niedobrze jednak, że równocześnie nie udało nam się pociągnąć dalej autostrady A2, trasy szybkiego ruchu S3 - również bardzo ważnej - dającej możliwość wygodnego dojazdu z Dolnego Śląska czy Czech nad polskie morze - wyjaśniał.
Patrząc na mapę polskich autostrad i tras szybkiego ruchu można jednak już dzisiaj powiedzieć, że podstawowe elementy już zbudowaliśmy.
- Mamy już element sieci. Chcielibyśmy jednak, by ten element sieci przynosił pełną wartość dodaną. Pamiętajmy, że te trasy były budowane w dużej mierze ze środków wspólnotowych. Chodzi tutaj o spójność systemu transportowego w Europie. Tego jeszcze nie osiągnęliśmy - mówił Liberadzki.
- Raport NIK, który ocenia efektywność wykorzystania środków z UE, pokazał, że założone modelowo cele nie zostały osiągnięte - mówił.
Inwestycje jednak trwają, choć mówi się, że teraz przyjdzie okres spowolnienia. Jak długo poczekamy na moment ukończenia w 100 proc. kolejnych autostrad?
- Odnotowujemy pewną zadyszkę. Proszę zauważyć, że nowe przetargi nie są w zasadzie rozstrzygane i nie mamy podpisywanych nowych kontraktów - mówił.
Dlaczego tak się dzieje i jakie może to mieć konsekwencje?
- Jesienią zostanie ogłoszona decyzja o rewizji wieloletnich ram finansowych Unii Europejskiej. W sytuacji jaką mamy, niewielkiej ilości zawieranych kontraktów i niskiego stopnia wykorzystania środków, może się pojawić pytanie: "Czy wy potrzebujecie tych pieniędzy". Będziemy oczywiście odpowiadać "tak", ale wtedy pojawi się pytanie, "czy jesteśmy w stanie je wykorzystać". Są inne cele, aplikacje i projekty bardziej zaawansowane. Musimy na to uważać - wyjaśniał.
Czy damy radę udzielić wyczerpującej odpowiedzi? Jak prezentuje się obecny plan budowy i jak wielkie środki są potrzebne?
- Poprzedni rząd był skoncentrowany, by wykorzystać środki z perspektywy 2007-2013. Niewiele zdarzyło się przez te ostatnie osiem miesięcy nowego rządu. Trwa weryfikacja i liczenie potrzeb. Mówi się o 200 mld. Mamy 130. Brakuje 70 mld. Pytanie skąd je wziąć? - pytał Liberadzki.
- Zamiast szukać brakujących pieniędzy to ja bym wolał sytuacje następującą. Obetnijmy ten program, który był robiony jako wyborczy przez rząd Platformy i PSL i zacznijmy te 130 mld porostu wykorzystywać - podsumował.