Drugi kłopot to bardzo ograniczona liczba krajów w Azji i za Atlantykiem, dokąd z Europy można polecieć. Stany Zjednoczone nadal są praktycznie zamknięte dla pasażerów europejskich. Nic nie wskazuje na to, że szybko otworzą się Chiny, gdzie w tej chwili wszyscy przylatujący podlegają kwarantannie.
Dlatego linie europejskie starają się robić wszystko, by pozyskać chętnych do latania. LOT, Lufthansa, Swiss i Austrian Airlines wydłużają terminy, do których bezkosztowo można zmienić datę podróży.
Uczestnicy programu lojalnościowego Miles&More po raz kolejny przesuwają do przodu daty wygaśnięcia statusów. Otwierają się poczekalnie dla pasażerów biznesowych, oczywiście obowiązują tam ograniczenia, ale komfort oczekiwania na odlot jest znacznie większy niż w terminalu.
— Tylko we wrześniu będziemy mieli 70 kierunków w Europie, które zawsze były popularne wśród pasażerów biznesowych. Mam nadzieję, że wrócą. W naszej ofercie są także loty do Stanów Zjednoczonych i wierzę, że Europejczycy wkrótce będą tam mogli polecieć bez ograniczeń. Wrzesień zawsze był doskonały dla ruchu biznesowego — mówi Michael Trestl, wiceprezes Austrian Airlines.
W swojej długodystansowej siatce Austriacy umieścili Nowy Jork, Chicago, Waszyngton, Szanghaj, Bangkok, Tokio i Tel Awiw, licząc, że restrykcje powoli będą znoszone.
Nie jest to takie pewne. USA miały się otworzyć tego lata, ale tak się nie stało. Potem mówiono o końcu września — stąd Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) potwierdziło, że tegoroczne WZA w Bostonie na początku października będzie wydarzeniem z osobistym uczestnictwem delegatów i akredytowanych mediów, a nie (jak rok temu) online. W tej chwili wiadomo, że termin wrześniowy jest nieaktualny i być może USA otworzą się na Europejczyków tuż przed Bożym Narodzeniem. Ale to też nie jest pewne.