Przedstawiciele władz stanowych przedstawili skorygowany projekt planu budowy superszybkiej kolei z Los Angeles do San Francisco. Koło 2029 r. podróż będzie trwać niecałe 3 godziny, a koszt budowy tej linii skorygowano z niemal 68 mld dolarów do 64,1 mld. W projekcie uwzględniono nową inicjatywę zwrócenia się do rządu federalnego o dodatkowe środki 2,9 mld dolarów

Pierwszy odcinek kolei połączy do 2025 r. hrabstwo Kern w Dolinie Centralnej z San José w Dolinie Krzemowej. Początkowo zapowiadano, że połączy Merced z Burbank w Dolinie San Fernando i ma być ukończony do 2022 r. Nowo wytyczony pierwszy odcinek o koszcie 19,7 mld dolarów zostanie sfinansowany ze środków już dostępnych na realizację tej linii kolejowej. Dodatkowe środki federalne, o ile zostaną przyznane, pozwolą wydłużyć go na południe do Bakersfield.

- Żaden inny etap nie został przygotowany tak szybko i skutecznie — stwierdził szef zarządu urzędu ds. superszybkiej kolei CHSRA, Dan Richard. — Mówimy o realistycznej, możliwej do osiągnięcia szybkiej realizacji. Nikogo nie pominięto.

Kalifornijski projekt jest jednym z nielicznych projektów superszybkiej kolei w Stanach, którym nie udało się dotrzymać tempa Europie i Azji, gdzie są już powszechne. Kalifornijski plan jest najbardziej ambitny, bo prace ziemne zaczęto w 2014 r., a pociągi mają kursować z prędkością 200 mil/h (ponad 350 km/h). Projekt zwrócił uwagę wielu firm ponadnarodowych, producentów taboru i instytucji finansowych, które chcą zyskać punkt zaczepienia na powstającym rynku w USA.

Kalifornia wybierze ostatecznie prywatne firmy i inwestorów do pokrycia z grubsza jednej trzeciej kosztów realizacji. Najpierw jednak musi wykonać możliwie jak najszybciej pierwszy odcinek, aby wykazać drożność całego projektu — uważa Richard. — To najszybszy sposób odblokowania inwestycji sektora prywatnego, który pomoże nam następnie wykonać resztę.

Władze stanu pozyskały ok. 13,2 mld dolarów środków stanowych i federalnych plus obietnice części przychodów firm płacących za emisję spalin.