Rz: W Stanach trwa dyskusja o statusie osób, które przyjechały do USA z rodzicami i nie mają uregulowanego prawnie statusu. W marcu skończy się program zapewniający im ochronę przed deportacją. Będziemy mieli falę powrotów do Polski?
Bohdan Szklarski: Wszystko w rękach urzędu imigracyjnego. Program został wprowadzony przez Baracka Obamę, tak więc wrócimy do stanu prawnego, który zawsze obowiązywał. Przepisy o deportacji się nie zmienią, tyle że instrukcja dla urzędu imigracyjnego będzie taka, by wspomnianych młodych ludzi traktować tak jak wszystkich innych nielegalnych imigrantów.
Czyli potencjalne deportacje będą sprawą indywidualną?
Tak, i będzie to oznaczało raj dla prawników. Na stronach polonijnych można znaleźć wiele ogłoszeń oferujących pomoc prawną w uregulowaniu statusu. Ale to dużo kosztuje. Niestety, Polonia nie jest na tyle bogata, by wykupywać zielone karty. Trzeba szukać innych dróg.
Na przykład jakich?
Choćby poprzez wizy H, czyli zapotrzebowanie na konkretny zawód. Znam przypadek Polaka, który został zalegalizowany w Kalifornii dzięki pracy w... sklepie z dywanami. Właściciel sklepu, który chciał mu pomóc, zamieścił ogłoszenie o pracę dla osoby posługującej się językiem polskim. W Kalifornii właściwie nie ma Polonii i chętnych nie było. I tym sposobem zalegalizowano mu pobyt w USA. Uznano, że posiada szczególną umiejętność na rynku pracy.
Można wykorzystać luki prawne, których w ustawach imigracyjnych jest pełno. Przepisy są jednak zawiłe i tylko prawnicy zajmujący się emigracją będą je potrafili wyłapać. Dawniej, w okresie PRL, emigranci korzystali z argumentów religijnych. Pokazywali zaświadczenie z parafii, wmawiając, że nie mogą wrócić do kraju komunistycznego, bo za chodzenie do kościoła trafią do więzienia.
Polski rząd może w tej sprawie negocjować?
Nic nie może zrobić, niezależnie od stosunków z USA.