Soames był jednym z 21 torysów, którzy zagłosowali we wtorek przeciwko swojemu rządowi i w efekcie doprowadzili do jego porażki w głosowaniu. Teraz Izba Gmin ma przyjąć tzw. ustawę Hilary'ego Benna, która nałoży na rząd obowiązek zwrócenia się do UE z prośbą o opóźnienie daty brexitu, jeśli do 19 października Izba Gmin nie przyjmie umowy ws. brexitu lub nie zaakceptuje wyjścia z Unii bez umowy.

"Washington Post" zauważa, że Soames zagłosował przeciwko własnej partii dokładnie 80 lat po tym, jak Wielka Brytania przystąpiła do wojny z III Rzeszą a Winston Churchill wrócił z politycznego wygnania i objął stanowisko Pierwszego Lorda Admiralicji a później premiera Wielkiej Brytanii w czasie wojny.

Soames to poseł z dystryktu Mid Sussex. W wyniku głosowania przeciwko własnemu rządowi przestanie być posłem Partii Konserwatywnej i stanie się posłem niezależnym.

Soames zapowiedział już, że w kolejnych wyborach nie będzie ubiegał się o mandat parlamentarzysty.

- Takie są losy na wojnie. Wiedziałem co robię - podkreślił wnuk Churchilla.

Soames podkreślił, że przez 37 lat przez które zasiadał w Izbie Gmin, tylko trzy razy głosował przeciwko swojej partii.

Zdaniem wnuka Churchilla to, co zdarzyło się w Izbie Gmin 3 września było zaplanowane przez ekipę Johnsona, która teraz dążyć będzie do przedterminowych wyborów. - Tego właśnie chcieli - stwierdził.

"Washington Post" przypomina, że w biografii Winstona Churchilla napisanej przez Borisa Johnsona, obecny premier Wielkiej Brytanii pisał o Churchillu jako o "największym mężu stanu, jakiego wydała Wielka Brytania.