W ostatnich dniach liczba zakażeń wykrywanych w ciągu doby zwiększyła się czterokrotnie w stosunku do dobowej liczby zakażeń wykrywanych w czerwcu, co wywołało obawy, że władze kraju zdecydują się na ponowne wprowadzenie obostrzeń w obawie przed drugą falą COVID-19.

W marcu, w związku z pojawieniem się koronawirusa w kraju, w Szwajcarii zamknięto m.in. sklepy i szkoły co Berset nazwał "drastycznymi" krokami.

Obecnie szef MSW ocenił, że choć miało to sens w stosunku do niektórych części kraju - m.in. dużych miast, takich jak Zurych czy Genewa, w wielu innych regionach takie kroki mogły być zbędne.  

Pytany dziś o rekomendacje doradcy szwajcarskiego rządu ds. ochrony zdrowia, który zalecał ostatnio wprowadzenie obowiązku noszenia masek w całym kraju pod dachem w miejscach publicznych, a także ograniczenie zgromadzeń publicznych z 1000 do maksymalnie 100 osób, szef MSW stwierdził, że "nic nie jest niemożliwe", ale - jak zaznaczył - wydaje mu się mało prawdopodobne, by takie obostrzenia miały być wprowadzone w całym kraju.

- Nauczyliśmy się, że możemy przyjmować bardziej zróżnicowane podejście przy możliwej drugiej fali (koronawirusa) - dodał Berset.

Minister zaznaczył jednocześnie, że mieszkańcy kraju muszą stosować się do norm dystansowania społecznego w związku ze wzrostem liczby zakażeń. Jak dotąd w Szwajcarii wykryto 35746 zakażeń koronawirusem i 4306 zgonów z powodu COVID-19.

- Obserwuję z niepokojem, że dyscyplina znika. Ludzie znów podają sobie ręce. To wielki błąd - stwierdził szef MSW Szwajcarii.

- Wciąż nie wiemy jak pora roku wpływa na wirusa. Ale jest niemal pewne, że sytuacja jesienią nie poprawi się, lecz stanie się jeszcze trudniejsza - dodał.