Dr Sutkowski mówiąc o obecnej sytuacji epidemicznej w Polsce stwierdził, że "póki co pacjent jest pod respiratorem, a system pod ECMO (urządzenie zastępujące pracę płuc i serca - red.).

- Cały czas jest dużo zakażeń. Widzimy ich zmniejszającą się liczbę, ale ona będzie zapewne między środą a piątkiem w granicach 20 tysięcy, a nie 13 tysięcy tak jak dzisiaj. Dane ze środy-piątku będą najbardziej charakterystyczne, będą rzutowały na całość - mówił dr Sutkowski.

Jednocześnie lekarz stwierdził, że w optymistycznym scenariuszu, przy zmniejszaniu się liczby zakażeń, być może w najbliższych tygodniach możliwy będzie powrót dzieci do żłobków, przedszkoli i klas I-III.

- Mniej optymistyczny scenariusz jest taki, że dojdą do nas zakażenia świąteczne - zastrzegł. Jak dodał będzie to widać, gdy poznamy liczbę zakażeń wykrytych w ciągu najbliższych kilku dni.

Mówiąc o dużej liczbie zgonów (w ciągu ostatniej doby zmarły 644 osoby chore na COVID-19) dr Sutkowski mówił, że jest to pokłosie "zakażeń z okresu 25 marca - 1 kwietnia".

Jednocześnie lekarz ubolewał, że obecnie chory na COVID-19, który trafia do oddziału covidowego "długo choruje w domu".

- Apelujemy do chorych, aby zgłaszali się wcześniej. To ludzie młodsi niż jesienią, trafiają do szpitala często w cięższym stanie. Leczą się na własną rękę - wtedy w drugim tygodniu choroby dochodzi do gwałtownych problemów zdrowotnych co często powoduje hospitalizację już na oddział intensywnej opieki medycznej, pod respirator - mówił dr Sutkowski. Jak dodał spośród chorych trafiających pod respirator co najmniej 2/3 umiera.