- Zły czas nastąpił, gdy nie było pewne, czy trzeba będzie mi wsadzić rurkę do tchawicy. Nie zaprzeczę, to był ciężki moment. Mieli strategię, jak radzić sobie ze scenariuszem typu "śmierć Stalina" - powiedział brytyjski premier.

Czytaj także: Ofiary koronawirusa. Brytyjski rząd odrzuca porównanie do Włoch

Boris Johnson spędził dwa dni na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Londynie. W tym czasie był wspomagany tlenowo. W tym czasie jego następca Dominic Raab przekonywał, że premier oddycha bez wspomagania.

Szef rządu przyznał, że jego sytuacja mogła się różnie potoczyć, dlatego podziękował profesjonalistom, którzy uratowali jego życie.

W tym tygodniu Johnson, który po raz pierwszy pojawił się na konferencji odkąd wyszedł ze szpitala, ogłosił, że Wielka Brytania osiągnęła już szczyt epidemii.

Podziękował Brytyjczykom za „ogromny wysiłek zbiorowy” w celu ochrony przed wirusem. - Na żadnym etapie nasz NHS nie był przytłoczony, żaden pacjent nie był bez respiratora, żaden pacjent nie został pozbawiony intensywnej opieki - zwrócił uwagę premier. - To dzięki temu ogromnemu wysiłkowi na rzecz ochrony NHS uniknęliśmy niekontrolowanej i katastrofalnej epidemii, w której najgorszym możliwym scenariuszem było 500 tys. ofiar - dodał.