Włoskie stacje radiowe, nadając przegląd prasy, ostrzegały, że to lektura wyłącznie dla dorosłych. Faktycznie wszystkie gazety na pierwszych kilku stronach streszczały kolejną porcję dokumentów przekazanych w czwartek przez prokuraturę komisji parlamentarnej, która ma zdecydować, czy można przeszukać biuro prawnika zawiadującego prywatnym majątkiem premiera. Chodzi o to, by udowodnić, że włoski premier płacił za korzystanie z usług nieletniej prostytutki (Ruby), co we Włoszech karane jest więzieniem.
Dokumenty, oprócz pikantnych szczegółów imprez u premiera wyzierających z podsłuchanych rozmów telefonicznych pań, które brały w nich udział, ujawniają treść zapisków dzienniczka Ruby. Dziewczyna odnotowuje w nich, że otrzymała w dwóch transzach od prawników premiera najpierw 170 tysięcy, a potem dalsze 70 tysięcy euro. W innym miejscu Ruby zanotowała: „Mam dostać za dwa miesiące 4,5 miliona euro od B.”. Zdaniem prokuratury premier w ten sposób chciał zapewnić sobie milczenie albo fałszywe zeznania Ruby, która uparcie twierdzi, że nie jest prostytutką, seksu z Berlusconim nigdy nie uprawiała, a otrzymane od niego pieniądze, w sumie 7 tysięcy euro, miały wybawić ją z kłopotów finansowych. Co więcej, dzięki lokalizacji telefonów komórkowych ustalono, że Berlusconiego w 2009 roku odwiedzała inna nieletnia, notowana jako prostytutka.
Ujawniono również, że uczestniczkom bankietów, u których przeprowadzono rewizje, oprócz prezentów w postaci drogich zegarków i biżuterii Berlusconi płacił nawet po kilkanaście tysięcy euro, a niektórym opłacał w dodatku czynsz za mieszkania w osiedlu Milano 2. W podsłuchanych rozmowach telefonicznych beneficjentki nie okazują jednak wdzięczności, mówią za to, że premier jest stary i ma sflaczałe pośladki. W piwnicy jednej z tych pań znaleziono 2,8 kg narkotyków.
Włoskie media cytują list otwarty przywiązanego do łóżka i sparaliżowanego Salvatore’a Crisafullego, który apeluje do premiera, by przestał wydawać pieniądze na kobiety i sprezentował mu 60 tysięcy euro na kurację. Frontalny atak na Berlusconiego wraz z apelem, by katolicy otworzyli oczy i zobaczyli, kto nimi naprawdę rządzi, przypuścił najpoczytniejszy włoski tygodnik „Famiglia Cristiana”. W nieco ostrożniejszym, ale krytycznym tonie wypowiedzieli się również włoscy biskupi.
Politycy i media wspierający Berlusconiego, a i sam premier, atakują prokuraturę za ich zdaniem niezgodną z konstytucją ingerencję w życie prywatne. Uważają, że działający z pobudek politycznych prokuratorzy wykorzystali pretekst, czyli zarzut o niemożliwe do udowodnienia korzystanie z prostytucji nieletnich, by skompromitować Berlusconiego, ujawniając fakty niemające nic wspólnego z zarzutami. Podnoszą, że szpiegowanie premiera przez dziurkę od klucza sypialni z wykorzystaniem najnowszych technologii musiało kosztować co najmniej 100 mln euro.