Częściowa mobilizacja na Ukrainie została podzielona na trzy fazy i będzie trwała siedem miesięcy. W czasie pierwszej, trwającej od 20 stycznia do 20 kwietnia, zostanie powołanych do wojska 50 tys. ze 104 tys. ludzi przewidzianych do służby.
Początkowo, od jesieni ubiegłego roku, prezydent Petro Poroszenko sprzeciwiał się podpisaniu dekretu o częściowej mobilizacji. Jednak uczynił to w końcu 13 stycznia, w dniu, w którym separatyści ostrzelali cywilny autobus w pobliżu miejscowości Wołnowacha i rozpoczęli ostatni szturm na donieckie lotnisko.
Oficjalnie prezydent poinformował, że powołanie 100 tys. ludzi pod broń jest konieczne ze względu na to, że „ojczyzna znajduje się w niebezpieczeństwie". A ponadto należy zwolnić do cywila żołnierzy wcielonych do wojska przy poprzedniej częściowej mobilizacji ogłoszonej jeszcze przez p.o. prezydenta Ołeksandra Turczynowa 17 marca 2014 roku.
Pierwsi przeszkoleni żołnierze z najnowszego poboru trafią do jednostek dopiero po miesiącu, główna ich część – na początku marca. Wtedy też zacznie się zwalnianie do cywila „starego wojska". Na ogólnych zasadach powoływani są do wojska uciekinierzy ze wschodniej Ukrainy i Krymu.
Wszystko to ma stanowić przygotowanie do „wiosennej kampanii (wojennej) w Donbasie", jak uważa niezależny analityk wojskowy Jurij Butusow. W Kijowie nikt nie wątpi, że po stopnieniu śniegów walki wybuchną na całej linii frontu, bo Rosjanie zaatakują. Lider donieckich separatystów Aleksander Zacharczenko w dniu rozpoczęcia szturmu na donieckie lotnisko zapowiadał: „Chcemy i możemy pomaszerować dalej".