Reklama

210 dni mobilizacji na Ukrainie

We wtorek rozpoczął się pobór do wojska ponad 100 tysięcy mężczyzn.

Aktualizacja: 20.01.2015 18:37 Publikacja: 20.01.2015 17:57

Ukraiński czołg w pobliżu donieckiego lotniska

Ukraiński czołg w pobliżu donieckiego lotniska

Foto: AFP

Częściowa mobilizacja na Ukrainie została podzielona na trzy fazy i będzie trwała siedem miesięcy. W czasie pierwszej, trwającej od 20 stycznia do 20 kwietnia, zostanie powołanych do wojska 50 tys. ze 104 tys. ludzi przewidzianych do służby.

Początkowo, od jesieni ubiegłego roku, prezydent Petro Poroszenko sprzeciwiał się podpisaniu dekretu o częściowej mobilizacji. Jednak uczynił to w końcu 13 stycznia, w dniu, w którym separatyści ostrzelali cywilny autobus w pobliżu miejscowości Wołnowacha i rozpoczęli ostatni szturm na donieckie lotnisko.

Oficjalnie prezydent poinformował, że powołanie 100 tys. ludzi pod broń jest konieczne ze względu na to, że „ojczyzna znajduje się w niebezpieczeństwie". A ponadto należy zwolnić do cywila żołnierzy wcielonych do wojska przy poprzedniej częściowej mobilizacji ogłoszonej jeszcze przez p.o. prezydenta Ołeksandra Turczynowa 17 marca 2014 roku.

Pierwsi przeszkoleni żołnierze z najnowszego poboru trafią do jednostek dopiero po miesiącu, główna ich część – na początku marca. Wtedy też zacznie się zwalnianie do cywila „starego wojska". Na ogólnych zasadach powoływani są do wojska uciekinierzy ze wschodniej Ukrainy i Krymu.

Wszystko to ma stanowić przygotowanie do „wiosennej kampanii (wojennej) w Donbasie", jak uważa niezależny analityk wojskowy Jurij Butusow. W Kijowie nikt nie wątpi, że po stopnieniu śniegów walki wybuchną na całej linii frontu, bo Rosjanie zaatakują. Lider donieckich separatystów Aleksander Zacharczenko w dniu rozpoczęcia szturmu na donieckie lotnisko zapowiadał: „Chcemy i możemy pomaszerować dalej".

Reklama
Reklama

„Teraz jedni proponują, by dobrze się okopać  i czekać na działanie sankcji, a inni – zaatakować i wywalić rosyjsko-terrorystyczne wojska z Donbasu" – opisuje Butusow nastroje wśród ukraińskich wojskowych.

Cisza na froncie

Ale po odbiciu donieckiego lotniska w samym Donbasie nastała cisza. 17 i 18 stycznia armia ukraińska na całej długości frontu ostrzeliwała separatystów, 19 stycznia oczyszczano rejon lotniska i z kolei separatyści w kilku miejscach ostrzeliwali Ukraińców (m.in. w Mariupolu i Debalcewe), 20 zaś nie odnotowano większych starć.  Sam Poroszenko w wywiadzie dla „Wall Street Journal" przyznał, że co najmniej raz na dwa tygodnie rozmawia telefonicznie z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem o zawarciu pokoju w Donbasie. „Wydaje mi się, że (niestety) on bardzo emocjonalnie traktuje sprawy Ukrainy" – tłumaczył ukraiński przywódca, dlaczego sceptycznie traktuje możliwości szybkiego zakończenia konfliktu.

Jednocześnie odezwali się rosyjscy terroryści w głębi Ukrainy. W Charkowie dokonano zamachu bombowego na członków nacjonalistycznej partii Swoboda (sześć osób zostało rannych).  Właśnie Charków oraz Odessa są najbardziej narażone na rosyjskie ataki. W samym Kijowie zaś milicja prowadzi śledztwo w sprawie dziwnych, ciągnących się już od początku stycznia, napadów na sieć sklepów ze słodyczami koncernu Roshen, którego właścicielem pozostaje prezydent Poroszenko. Napastnicy nocami wybijają w nich witryny i uciekają, nie próbując nawet nic ukraść.

Interesy ponad wszystko

Mimo ciszy na froncie władze separatystycznych „republik ludowych" bardzo nerwowo zareagowały na informacje o ukraińskiej mobilizacji. W Ługańsku tak się przestraszyły, że w sobotę 17 stycznia przyjęły własną ustawę o mobilizacji, która może objąć „każdego mieszkańca republiki". Ale przewiduje ona jedynie, że o wszystkim będzie decydował miejscowy „prezydent" Igor Płotnicki (nawet o tym, czy powoływać do wojska kobiety oraz jaki będzie wiek poborowych).

Jednak z napływających stamtąd informacji wynika, że były to działania propagandowe, a sam „prezydent" niezbyt przejął się sytuacją. Na jego rozkaz miejscowa „milicja ludowa" kontynuowała rozbrajanie oddziałów rosyjskich kozaków, stojących na linii frontu i blokujących tory kolejowe, którymi władze „republiki" chciałyby wywozić węgiel na Ukrainę. Nie przejmując się bliskością ukraińskich oddziałów, obie grupy separatystów ostrzeliwały się we wtorek.

Rosyjska telewizja propagandowa Life News informowała zaś z sąsiedniego, rosyjskiego obwodu rostowskiego, że napływa tam znaczna ilość ukraińskich uciekinierów „w wieku poborowym". Ponieważ jednak przyjeżdżają z terenów opanowanych przez separatystów, prawdopodobnie uciekają przed mobilizacją ługańską, a nie ukraińską. O masowej ucieczce ługańskiej młodzieży do Rosji informują miejscowi internauci.

Reklama
Reklama

Trochę poniewczasie, bo już po ogłoszeniu ukraińskiego poboru, w elitach wojskowych w Kijowie wybuchł spór, kogo powoływać do wojska i po co. „Z poprzednio powołanych 100 tys. ludzi (w 2014 roku) tylko połowa znalazła się w strefie bezpośrednich walk. Spośród nich tylko 30 tys. do czegoś się nadawało i chciało walczyć, a 70 proc. spośród nich to byli z kolei ochotnicy, którzy sami zgłosili się do komisji wojskowych – stwierdził Butusow. – 99 proc. pozostałych odpowiadało za 100 proc. naruszeń dyscypliny: pijaństw, bójek, ucieczek z linii frontu, a nawet strzelania do swoich".

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
„Rzecz w tym”: Polityka siły. Trump zmienia globalne reguły gry
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Świat
To koniec Europy jaką znamy, pożegnajmy USA. Chiny niszczą stary ład
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama