Według miesięcznika "Forbes" zajmował 8. miejsce wśród najbardziej wpływowych polityków globu. Jego wpływy sięgały daleko poza Bliski Wschód.

Reklama
Reklama

Na tron wstąpił po śmierci brata Fahda w 2005 roku. Od tego czasu utrzymywał bliski sojusz z USA, razem z Waszyngtonem próbował powstrzymać wpływy Iranu na Bliskim Wschodzie, uczestniczył w bardzo wielu inicjatywach dyplomatycznych w tej części świata, wspierał też amerykańskie wysiłki dla syryjskich rebeliantów.

Jego liczna rodzina królewska nie była już tak zjednoczona. Abdullah próbował powstrzymać licznych krewnych przed finansowaniem Al-Kaidy i innych grup terrorystycznych, utrzymywał tajne kontakty z Izraelem. Jak wielu bliskowschodnich polityków, jednocześnie zawierał rozmaite sojusze i zawieszenia broni z islamskimi radykałami, by powstrzymać ich starania o zrzucenie z tronu rodziny Saudów.

Był władcą absolutnym. Nie tolerował sprzeciwu i choć zwiększył przywileje kobiet w saudyjskim społeczeństwie (pod jego wpływem Arabia Saudyjska po raz pierwszy wprowadziła do kodeksu karnego przestępstwo przemocy domowej), to Arabia pozostaje nadal jednym z najbardziej konserwatywnych krajów świata.

Jego śmierć z pewnością oznaczać będzie zmianę sojuszy i generalnie równowagi sił na Bliskim Wschodzie, choć nie wiadomo jeszcze, na jak dużą skalę. Na tronie zasiądzie jego młodszy o 10 lat brat Salman, dość powszechnie uważany za polityka kierującego się podobny zasadami co Abdullah.

Król Abdullah był doskonale znany Polakom. Odwiedził nasz kraj w 2007 r., ale znany był przede wszystkim z pomocy, jakiej udzielił bliźniaczkom syjamskim Darii i Oldze Kołacz. Król zapłacił za ich przyjazd do Arabii i operację rozdzielenia. Został za to nagrodzony Medalem Uśmiechu, a prezydent Lech Kaczyński nadał mu (oczywiście nie tylko za pomoc siostrom Kołacz) Order Orła Białego.

Konwój króla Abdullaha w drodze z lotniska w Rijadzie do pałacu: