W marcu Płomiński mówił, że Bliski Wschód jest na bezdrożu. Dziś ocenia, że jest jeszcze gorzej. – Kiedyś na rozdrożu przynajmniej wielbłądy wiedziały, dokąd iść. Dziś szlaki zawiał piasek i nie ma nikogo, kto postawiłby drogowskazy do deeskalacji – mówi.

Reklama
Reklama

Zmieniła się skala. Dawniej, poza szokiem naftowym z 1973 r., kryzysy regionu pozostawały lokalne. Dziś Zatoka Perska, Ormuz, Jemen i Róg Afryki tworzą jeden łuk napięć, a państwa szykują się na najgorsze: Arabia Saudyjska zacieśnia współpracę obronną z Turcją i Pakistanem, Egipt szuka układów z Erytreą, Sudanem i Somalią, emir Kataru zapowiada kolejny sojusz.

Czytaj więcej

USA przygotowują uderzenie na Iran? Pentagon wysyła dodatkowe siły na Bliski Wschód

Wojna bez honorowego wyjścia

Dla Płomińskiego wojna w Zatoce, podobnie jak ta w Ukrainie, jest fragmentem „starcia tytanów” – USA i Chin. – To część wielkiej układanki, która prowadzi do głębokich zmian w świecie. Być może również do rozszerzenia konfliktu – mówi.

Szczelina na honorowe wyjście dla stron jeszcze się zwęziła. Teheranowi chodzi o przetrwanie Republiki Islamskiej. Donald Trump został zaś, zdaniem rozmówcy, „wepchnięty w tę wojnę przez premiera Netanjahu”. Przełom wymagałby amerykańskich ustępstw i powrotu do stanu sprzed konfliktu, który „z punktu widzenia interesów amerykańskich w żadnym stopniu nie był konieczny”. Do wyborów w Izraelu i wyborów połówkowych w USA każda prognoza jest jednak obarczona ogromnym ryzykiem.

Czytaj więcej

Dwa tankowce stanęły w ogniu. Znów niespokojnie w pobliżu cieśniny Ormuz

Biały Dom ogłaszał wiosną koniec irańskiego reżimu, ten jednak przetrwał. Płomiński tłumaczy to konstrukcją państwa: zwartego, a zarazem zdecentralizowanego, z procesem decyzyjnym rozproszonym po prowincjach. – Zamknięcie Ormuzu okazało się w skutkach poważniejsze niż program atomowy – zauważa. Przypomina, że przez cieśninę biegną też krytyczne dla światowej gospodarki światłowody. – Przyciśnięty do muru Iran nie zawaha się użyć tej broni. Konsekwencje byłyby większe niż broni atomowej.

Europie dyplomata przypomina, że mocarstwa kierują się własnym interesem. – Tu nie ma miejsca na działalność charytatywną – mówi. Waszyngton pokazał w regionie ograniczoną wiarygodność sojuszniczą. – Żaden z tych konfliktów nie został do końca rozwiązany. Wygaszano je, by wróciły z nową siłą.

Ormuz bez gospodarza

– Pełnej kontroli nad Ormuzem ani nad Bab al-Mandab nie ma dziś nikt – mówi Płomiński, mimo koncentracji sił USA, państw regionu, misji europejskiej i nowej koalicji morskiej zainicjowanej w czerwcu przez Rijad. Morze Czerwone można ominąć wokół Afryki, choć rejs wydłuża się o dwa–trzy tygodnie i drożeje. – Dla Ormuzu nie ma żadnej alternatywy – podkreśla.

Saudyjskim wentylem miał być rurociąg wschód–zachód do Janbu, zdolny przetłaczać 7–8 mln baryłek dziennie. Po atakach, najpewniej irackich milicji szyickich, został w dużej mierze unieruchomiony, a Huti pokazali, że sam port też nie jest bezpieczny. – Arabia Saudyjska znalazła się w kleszczach. Rozwiązanie wojskowe może oznaczać tylko dalsze rozszerzenie konfliktu – ostrzega.

Czytaj więcej

Cieśnina Ormuz to nie tylko ropa, ale też globlany internet. Iran sugeruje atak

Lekcja z Rijadu: 7 proc. PKB nie wystarczy

Atak Huti na lotnisko im. Króla Chalida w Rijadzie z 10–11 października uderzył w fundament modelu Zatoki: stabilność i wielkie projekty. Płomiński, pierwszy ambasador RP w Rijadzie, opisuje system silnie scentralizowany – w sprawach bezpieczeństwa decyduje następca tronu Muhammad ibn Salman. Dylematy Rijadu wynikają jednak z niepewności co do Waszyngtonu, który wobec Saudyjczyków, jak wobec Ukrainy, wykazuje „niekonsekwencję i brak gotowości rozumienia zagrożeń”.

Dlaczego najbogatsze państwo regionu od dekady nie radzi sobie z Huti? – To przekaz także dla Polski – odpowiada dyplomata. – Arabia Saudyjska od lat wydaje na obronę około 7 proc. PKB i to nie wystarcza, by zapewnić suwerenność. Kraju wielkości czterech Francji nie da się osłonić przed rakietami, tym bardziej że obrona była skierowana ku Irakowi i Iranowi. Huti łączą drony, pociski manewrujące i balistyczne, wymuszając błędy obrony. Otwarte pozostaje pytanie, skąd mają dane satelitarne do tak precyzyjnego namierzania celów. Jemen jest przy tym górzysty, a sprzęt ukryto w górach według irańskich wzorców. – Od czasów rzymskich żaden najeźdźca nie zapanował nad nim trwale – przypomina Płomiński.

Czytaj więcej

Incydent na Zachodnim Brzegu. Polsko-izraelskie stowarzyszenie: Nie wolno akceptować przemocy

Mimo pretensji do Amerykanów Rijad nie ma alternatywy. – Monarchie Zatoki są powiązane z USA tysiącami węzłów, od wojska po finanse. Zwrot ku Chinom skończyłby się prawdopodobnie szybkim upadkiem władzy w Rijadzie. Pod tym względem Polska i Arabia Saudyjska idą w jednym szeregu – mówi.

Izrael, korytarze i cierpliwy Pekin

Wynik wyborów w Izraelu nie będzie, zdaniem rozmówcy, zasadniczy dla Saudyjczyków. Rijad jest gotów do normalizacji, ale nie bez warunków w sprawie państwa palestyńskiego – presja społeczna, zwłaszcza po Gazie, jest realna nawet w państwie autorytarnym. Sojusz USA–Izrael pozostaje silny, choć Trump bywa zdegustowany Netanjahu. Nowy rząd mógłby złagodzić spersonalizowaną politykę wobec Gazy, Libanu i Iranu, ale społeczeństwo wciąż żyje w szoku po 7 października 2023 r.. – Te zmiany bardzo długo potrwają – ocenia.

Szansę Płomiński widzi w gospodarce. Blokada Ormuzu wymusza budowę nowych korytarzy – rurociągów, kolei, światłowodów – sięgających coraz bliżej Morza Śródziemnego. – Przy normalizacji pozwoliłoby to filozofię wojny zastąpić filozofią współpracy.

Liban? – Do suwerenności jeszcze daleko, do wojny domowej bliżej – mówi dyplomata. Rosną napięcia religijne, a w USA ogromny wpływ mają chrześcijańscy syjoniści pchający politykę ku konfrontacji. – Widząc, że Bóg nie jest skory do realizacji obietnic, chcieliby mu za wszelką cenę pomóc – kwituje.

Czytaj więcej

Od miesięcy nie widzieli lądu. Bunt na amerykańskiej misji, żołnierze chcą skakać za burtę

Chiny? – Pekin jeszcze tych punktów nie zebrał. Wybrał najlepszą pozycję: czekać – odpowiada. Ostrzega przed trójstronnym układem USA–Chiny–Rosja, o którym mówił Putin. Europa musiałaby wtedy wybrać: silna wspólnota ponadpaństwowa albo „swego rodzaju parakolonia” mocarstw.

Bagdad: wartość dodana zamiast roli klienta

W 1990 r. polski wywiad wywiózł z Iraku amerykańskich oficerów, a Polska reprezentowała potem w Bagdadzie interesy USA. Jaka lekcja dla średniego państwa? – Słabsze państwo nie powinno występować w roli klienta, tylko wnosić wartość dodaną, istotną dla mocarstwa – mówi Płomiński. Ryzyko miało pokazać „nową Polskę” i jej kompetencje. Nadzieje gospodarcze – kilkadziesiąt firm, dziesiątki tysięcy pracowników, spłata długu ropą – „diabli wzięli”, a danina krwi z Iraku i Afganistanu nie zawsze jest dziś w Waszyngtonie doceniana.

Dzisiejszy Irak skutecznie unika wciągnięcia do wojny, choć zależność od Iranu w energii i wspólnota szyicka wymuszają specjalne relacje z Teheranem. – Jeśli Iranowi zagrozi upadek reżimu, jego sojusznicy w Jemenie, Iraku i Libanie nie pozostaną bezczynni – ostrzega dyplomata.

Bliski Wschód pozostaje na bezdrożu, bez mapy w Waszyngtonie, Teheranie i Rijadzie. Rachunek płacą wszyscy, także Polacy, przy każdym tankowaniu.