Na pytanie o ulubione miejsce w Moskwie Pszczel odpowiada wprost: „Było. Bo jakoś nie ciągnie mnie z powrotem”. Pamięta Arbat, pomnik Okudżawy i Muzeum Roericha, ale miasto opisuje słowami czeskiego kolegi jako „wampiryczne”, bo „wysysa wszystko z człowieka”. Przypomina, że Rosja mogła się rozwijać inaczej. Była republika nowogrodzka, w której władzę sprawował wiec, a wynajęty książę „nie miał prawa wtrącać się w sprawy prawne”. Ten model przegrał z Moskwą i został zniszczony przez Iwana Groźnego.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Lista Putina liczy już ponad sto nazwisk, tak buduje partię wojny. „Żeby cały świat mówił po rosyjsku”

Dzisiejsze opowieści Kremla o tysiącletniej ciągłości rosyjskiego państwa Pszczel nazywa „częścią falsyfikacji historii, którą z wielkim rozmachem i za duże pieniądze prowadzi Kreml”. Według niego korzeni obecnej Rosji trzeba szukać w Księstwie Moskiewskim. Było ono wasalem imperium mongolskiego i wybiło się, bo „okazało się najbardziej skuteczne w zbieraniu daniny”. Wspomina pomnik Stołypina, który powstał z inicjatywy Putina. Kreml wybrał z biografii carskiego premiera tylko technokratyczne reformy, a pominął jego przekonanie, że bez zmian politycznych Rosja nie wykorzysta swojego potencjału. „Historia Rosji jest historią kompletnie niewykorzystanych szans” – komenrtuje. Podkreśla, że nie należy mówić o polityce Rosji, bo Putin „nie reprezentuje interesów Rosji. Reprezentuje interesy reżimu”. Jako prawdziwą cezurę wskazuje nie rok 2014, ale 2012. Wtedy tysiące ludzi przyszły pod Kreml, a władza się wystraszyła.

Lepiej nie wiedzieć

Najmocniejsze diagnozy dotyczą społeczeństwa. Jeżdżąc po rosyjskich uczelniach, Pszczel oglądał nowe podręczniki, które pokazywano mu z dumą. Jak mówi, „wyrywał sobie włosy”, gdy czytał w nich na przykład, że Solidarność była wytworem Watykanu. „Ten proces prania mózgów postępował już wtedy na wielką skalę. Dzisiaj mamy pokolenie, które nie zna innej rzeczywistości” – ocenia. Nawiązuje do Hannah Arendt i badań Ericha Fromma z Niemiec lat 30. Uważa, że do trwania reżimu nie potrzeba poparcia wszystkich: „wystarczy znacząca część, która ze strachu, z wygody i z paru innych motywacji nie będzie protestować”.

Czytaj więcej

Kto wygrałby wybory prezydenckie na Ukrainie? Zełenski na czele, tuż za nim były dowódca

Za największą zbrodnię Putina wobec własnych obywateli uznaje „wykształcenie obojętności na jakiekolwiek wartości”. Przytacza też rozmowę z rosyjskimi znajomymi o tym, dlaczego Rosjanie nie szukają grobów swoich bliskich. Odpowiedź była, jak mówi, „mrożąca krew w żyłach, ale logiczna”. Gdyby zaczęli sprawdzać losy dziadka, mogłoby się okazać, że był ofiarą stalinizmu, ale też, że „był strażnikiem w łagrze. Więc może lepiej nie wiedzieć”. Według Pszczela bez rozliczenia z przeszłością nie da się zbudować podstaw innej Rosji. Zmiana na miarę powojennej denazyfikacji Niemiec będzie potrzebna i „może ją przeprowadzić tylko samo społeczeństwo”. Ostrzega przed zachodnim przekonaniem, że „Rosji nie da się zrozumieć umysłem”: „To są bzdury. Mamy swoje azymuty moralne i należy się nimi kierować”.

Rosja, wszystko na jedną kartę

Z tej diagnozy wynika ocena wojny. Front prawie się nie przesuwa, a Moskwa żąda reszty Donbasu. Na pytanie, na co liczy Putin, Pszczel odpowiada, że reżim „nie może procedować inaczej, niż proceduje, bo wszystko postawił na jedną kartę”. „Putin nie ma nic do zaproponowania swojemu społeczeństwu w sensie dobrobytu i rozwoju. Drogi są dziurawe, służba zdrowia coraz gorsza” – mówi. Gospodarka przeszła na tory wojenne, a pieniądze zarabia się głównie na wojnie i omijaniu sankcji. „Putin nie jest samobójcą, więc należy się spodziewać więcej tego samego”.

Czytaj więcej

Zwerbowało ją FSB. Rita Flores mówi „Rz”, ile miała dostać za pomoc w zabójstwie przeciwnika Putina

Zachód nie powinien jednak ulegać fatalizmowi: „Rosja jest słaba i nie ma prawa tej konfrontacji wygrać, ale my nie możemy okazać słabości”. Gość Mateusza Grzeszczuka wymienia odstraszanie wojskowe, zmiany prawa i walkę z „piątą kolumną”. Krytykuje wydawanie Rosjanom wiz turystycznych do strefy Schengen i przypomina, że organizator udaremnionego zamachu w Lipsku wjechał do Europy właśnie na takiej wizie. Konsultacje i oświadczenia uważa za „zdecydowanie za mało”. Konkluzja jest prosta: problem nie rozwiąże się sam. „Putin nie będzie trwał wiecznie, ale dopóki istnieje, należy się spodziewać tego, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Kropka”.