Reklama
Rozwiń
Reklama

Tunezja. Atmosfera jak przed rewolucją

Pięć lat temu został obalony Ben Ali. Teraz w Tunezji dochodzi do wydarzeń przypominających rewolucję, która zmiotła dyktatora.

Aktualizacja: 21.01.2016 13:54 Publikacja: 21.01.2016 13:24

Kasserine. Protest pod gmachem władz prowincji. W przeciwieństwie do tych odbywających się wieczoram

Kasserine. Protest pod gmachem władz prowincji. W przeciwieństwie do tych odbywających się wieczorami i w nocy, był spokojny

Foto: AFP

Znowu zaczęło się od protestu młodych sfrustrowanych brakiem pracy i perspektyw. I znowu na prowincji, z dala od stołecznego Tunisu i kurortów nad Morzem Śródziemnym. Dokładnie w tej części kraju, w której zaczęła się rewolucja pięć lat temu - w środkowo-zachodnim interiorze.

I tak jak wtedy najpoważniejsza sytuacja panuje w mieście Kasserine, 90-tysięcznej stolicy prowincji przy granicy z Algierią (choć rewolucja zaczęła się w leżącym kilkadziesiąt km stąd Sidi Buzid, gdzie w grudniu 2010 podpalił się Mohamed Buazizi, obwoźny sprzedawca warzyw i owoców).

W Kasserine, gdzie protesty trwają od sześciu dni, jest już jedna ofiara śmiertelna, która może się stać symbolem nowego buntu.

To Rida Jahjaui, absolwent bez szans. Jak piszą tunezyjskie media, dowiedział się, że wykreślono go z krótkiej listy starających się o zatrudnienie. To skłoniło go do protestu przeciwko lokalnemu nepotyzmowi. W ostatnią sobotę wszedł na słup energetyczny i zagroził, że popełni samobójstwo. Los go wyręczył, zaplątał się w linę pod wysokim napięciem i zmarł.

W Kasserine wściekła młodzież walczy od kilku wieczorów z policją. Już po trzech dniach w szpitalu było prawie 250 osób zatrutych gazem używanym przez oddziały do zwalczania demonstracji. Władze wprowadziły godzinę policyjną, ale to nie powstrzymało buntowników.

Reklama
Reklama

W dzień w mieście dochodzi do spokojniejszych protestów, pod siedzibą władz prowincji. Demonstracje, tak jak pięć lat temu, powoli przenoszą się do innych regionów. W tym do stolicy, gdzie antyrządowe protesty odbywają się na głównej alei Burgiby.

Rząd Tunezji, jedynego kraju, w którym ideały rewolucji sprzed pięciu lat nie przepadły w całości, próbuje ratować sytuację. Ostatniej nocy odbyło się nadzwyczajne posiedzenie gabinetu, na którym zapowiedziano utworzenie kilku tysięcy miejsc pracy dla absolwentów i bezrobotnych.

Tunezja jest też jedynym krajem arabskim, w którym rząd współtworzą liberałowie, przedstawiciele obalonego reżimu i islamiści (dosyć umiarkowani). Przykładowa demokracja arabska jest jednak bardzo krucha. Oprócz problemów społecznych, tych samych, które wywołały rewolucję przeciwko dyktatorowi Ben Alemu, ma też z narastający kłopot dżihadystami. Kilkakrotnie organizowali spektakularne zamachy terrorystyczne, uderzając w zachodnich turystów. Mniej turystów to mniej pieniędzy na nowe miejsca pracy, a im mniejsza szansa na zatrudnienie, w tym łatwiej wśród młodych Tunezyjczyków uzyskują poparcie skrajni islamiści. Z tego błędnego koła trudno będzie władzom tunezyjskim wyjść bez wsparcia z zagranicy.

Na początku stycznia 2011 roku w czasie protestów w Kasserine zginęło kilkanaście osób, nieoficjalnie mieszkańcy mówili mi wówczas, że wiele więcej.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama