Korespondencja z Nowego Jorku
Czytaj więcej:
Była sekretarz stanu pokonała w prawyborach w Newadzie lewicowego senatora z Vermontu Berniego Sandersa, który od tygodni deptał jej po piętach w sondażach. Natomiast w republikańskich prawyborach w Karolinie Południowej na prowadzenie w wyścigu o nominację Partii Republikańskiej wyszedł Donald Trump.
Newada to był ważny stan dla demokratów, szczególnie dla Hillary Clinton, która w Iowa ledwo wygrała z Sandersem, a w New Hampshire musiała się pogodzić z wyraźną porażką.
W przeciwieństwie do głosujących w dwóch pierwszych stanach, gdzie elektorat stanowią głównie wyborcy biali, w Newadzie znaczna część mieszkańców to Latynosi, wyborcy czarnoskórzy i inne mniejszości. W skali kraju poparcie tych grup ma duże znaczenie dla kandydatów walczących o fotel prezydencki.
Hillary Clinton robiła, co mogła, aby zaskarbić sobie sympatię mieszkańców tego stanu. Rozmawiała z pracownikami kasyn, pozowała do zdjęć z Britney Spears, która przebywała w Las Vegas na występach. Mówiąc o polityce imigracyjnej, częściej niż republikanów krytykowała Sandersa, wytykając mu, że w 2007 r. głosował przeciwko rozwiązaniu, które umożliwiłoby niektórym imigrantom uzyskanie obywatelstwa.
Opłaciło się, wygrała z wynikiem lepszym o 5 pkt proc. niż Sanders.
Bernie Sanders szczególnie słabo wypadł wśród Afroamerykanów (tylko 22-procentowe poparcie). To z kolei źle wróży jego szansom w przyszłotygodniowych prawyborach w Karolinie Południowej oraz w czasie tzw. Superwtorku (1 marca), gdy swego faworyta wybierać będą demokratyczni wyborcy w kilkunastu stanach, w których czarnoskórzy stanowią duży procent populacji.
Sympatię pierwszego stanu południa zaskarbił sobie za to w sobotę republikański kandydat na prezydenta Donald Trump, który okazał się zdecydowanym zwycięzcą prawyborów w Karolinie Południowej. Nie zaszkodziła mu ubiegłotygodniowa ostra wymiana zdań z papieżem Franciszkiem ani to, że wytknięto mu, iż w przeszłości popierał prawo do aborcji i próbował wyeksmitować starszą mieszkankę Atlantic City, by na jej posiadłości wybudować parking dla jednego ze swoich kasyn.
W Karolinie Południowej miliarder uzyskał ponad 32,5 procent głosów, pozostawiając w tyle swoich rywali: Marca Rubio, Teda Cruza, Jeba Busha i Johna Kasicha. To już drugie zdecydowane zwycięstwo Trumpa w trzech pierwszych rundach prawyborów i znacznie ugruntowuje ono jego pozycję przed Superwtorkiem, kiedy głosy oddawać będą wyborcy w wielu innych południowych stanach.
O głosy wyborców Południa, na które zresztą mocno liczył, nie będzie natomiast już walczył były gubernator Florydy Jeb Bush, niegdyś faworyt sondaży. Nie pomogło mu nazwisko ani to, że kampanię zaczynał z imponującym budżetem 100 milionów dolarów. Prowadził ją w sposób tradycyjny, obiecując stonowany i umiarkowany styl rządzenia. Wyborcy republikańscy jednak wydają się skłaniać ku kandydatowi, który wyraźnie odcina się od politycznego establishmentu.
W Karolinie Południowej Jeb Bush uzyskał mniej niż 10 proc. głosów i postanowił się wycofać z wyścigu o fotel prezydencki. Ogłaszając swoją decyzję w sobotę wieczorem, zaapelował do wyborców republikańskich, aby nominowali „kandydata, który będzie służył krajowi z honorem i przyzwoitością".
Zwycięstwo Trumpa to kolejny powód do niepokoju dla tej części republikanów, którzy nie tolerują nieokiełznanego i niekontrolowanego stylu bycia miliardera z Nowego Jorku.
Wiedzą, że zdobywając największą liczbę głosów w pierwszym południowym stanie, Trump może triumfować w kolejnych głosowaniach. Tym bardziej że prawybory w Karolinie Południowej zazwyczaj wskazywały kandydata, który ostatecznie otrzymuje nominację Partii Republikańskiej.