"Sea Watch" w pisemnym oświadczeniu na swojej stronie internetowej stwierdziła, że "gwałtowne i lekkomyślne zachowanie" libijskiej straży przybrzeżnej spowodowało co najmniej pięć ofiar śmiertelnych.

"Prawdopodobnie nikt nie musiałby dzisiaj umrzeć, gdybyśmy tylko mieli możliwość rozsądnego działania w spokojnym otoczeniu" - napisał szef misji "Sea Watch" Johannes Bayer. "Za te zgony należy obwinić libijską straż przybrzeżną, która utrudniła bezpieczną akcję ratowniczą swoim brutalnym zachowaniem" - dodał.

Z drugiej strony libijskie siły morskie stwierdziły, że uratowały 47 nielegalnych migrantów, podczas gdy pięciu innych utonęło, gdy próbowało płynąć w kierunku statku "Sea Watch". Według straży przybrzeżnej przybycie tego statku miało wywołać chaos w czasie akcji ratunkowej.

"Kiedy niemiecka organizacja pozarządowa "Sea Watch" pojawiła się w miejscu, gdzie libijska straż przybrzeżna już ratowała imigrantów, ci ostatni rzucili się na jej statek - łącznie z tymi, którzy zostali już uratowani i umieszczeni na pokładzie. Większość z nich wskoczyła do wody, co doprowadziło do śmierci pięciu z nich" - oświadczyła libijska marynarka na swojej stronie na Facebooku.

Ayoub Qassim, rzecznik libijskiej marynarki wojennej, powiedział po tym zdarzeniu, że nie jest zaskoczony "fałszywymi i sfabrykowanymi" oskarżeniami strony niemieckiej. Jego zdaniem organizacja "Sea Watch" to "wilk w owczej skórze". - Oskarżali nas fałszywie w maju 2017 roku, tak jak jest i teraz - ocenił. Zapowiedział przedstawienie na specjalnej konferencji dowodów na prawdziwość oświadczenia Libijczyków.

Na łodzi, którą płynęli migranci, miało znajdować się ok. 140 osób. Libijska straż przybrzeżna uratowała 45 z nich i sprowadziła ich z powrotem do portu w Trypolisie. "Sea Watch" z kolei twierdzi, że uratowała 58 osób.

Liczba migrantów, którzy drogą morską dostali się w tym roku do Włoch, jest o 30 procent niższa niż przed rokiem. Do tej pory w 2017 przybyło 111 716 osób, podczas gdy w analogicznym okresie 2016 - 160 tys.