– Jeśli rząd nie ma jednolitej polityki w sprawie Kosowa i granic Serbii, nie może funkcjonować. To koniec tego rządu, oddajemy mandat społeczeństwu – oświadczył w sobotę premier Vojislav Kosztunica.Chociaż formalnie rząd podejmie decyzję o rozwiązaniu parlamentu i rozpisaniu przedterminowych wyborów dopiero dziś w południe, znany już jest ich termin: odbędą się 11 maja, tego samego dnia, na który już w grudniu ubiegłego roku rozpisano wybory samorządowe.
Demokratyczna Partia Serbii (DSS) od kilku dni domagała się przyjęcia przez rząd i parlament deklaracji, że wznowienie rozmów akcesyjnych z Unią Europejską możliwe będzie dopiero po zadeklarowaniu przez Brukselę, iż uznaje suwerenność Serbii w jej konstytucyjnych granicach, tj. łącznie z Kosowem.
Za takim posunięciem, które de facto zablokowałoby wszelkie rozmowy Belgradu z Unią, opowiedziała się również skrajnie nacjonalistyczna Serbska Partia Radykalna. Sprzeciwiały mu się natomiast współrządząca Partia Demokratyczna prezydenta Borisa Tadicia i liberalna G17 Plus. Ugrupowania te, chociaż nie uznają proklamowania niepodległości przez Kosowo, nie chcą zarazem zerwania rozmów o członkostwie w UE.
Decyzja Kosztunicy spotkała się z wyjątkowo przychylnym przyjęciem skłóconych ostatnio koalicjantów; lider G17 Plus Mladjan Dinkić określił ją mianem honorowej. Przedterminowymi wyborami zainteresowana jest również Serbska Partia Radykalna, która po secesji Kosowa cieszy się rekordowym, ponad 40-procentowym poparciem. Powody do niepokoju może mieć przede wszystkim DSS Kosztunicy, której notowania nie przekraczają 8 procent.