Dla prokuratorów międzynarodowego trybunału w Hadze Gotovina to jeden z największych – po Serbach Radovanie Karadżiciu i Ratko Mladiciu – bałkańskich zbrodniarzy wojennych. Razem z nim na ławie oskarżonych zasiadają dwaj inni generałowie: Ivan Czermak i Mladen Markać. Grozi im dożywocie.
Cała trójka kierowała operacją „Burza”, która w 1995 roku odebrała Serbom chorwacką Krajinę. Ich oddziały przez trzy miesiące zabiły co najmniej 150 osób, w tym kobiety, dzieci i inwalidów, a 200 tysięcy zmusiły do ucieczki. Na rozkaz Gotoviny żołnierze mieli palić i plądrować całe serbskie wioski. „Zagrzewał do morderstw, deportacji, prześladowań, niszczenia” – wylicza akt oskarżenia. Były żołnierz Legii Cudzoziemskiej nie zrobił nic, by powstrzymać prześladowania.
Dla Chorwatów Gotovina stał się jednak bohaterem. Na bramach do oswobodzonych od Serbów miast ludzie wieszali jego zdjęcia. A gdy trybunał w Hadze zaczął go szukać, naród stanął za nim murem. Przez cztery lata prokuratura prowadziła bezskuteczne poszukiwania. W 2005 r., gdy generał został aresztowany na Teneryfie, w Chorwacji zawrzało. – Zdrajcy! – krzyczeli Chorwaci przed siedzibą rządu, który ich zdaniem wydał generała w zamian za obietnicę członkostwa w UE.Dziś mało kto w Chorwacji interesuje się procesem. Zagrzeb żyje przyszłym członkostwem w UE i NATO.
– Gotovina jest oskarżony o coś, co wydarzyło się dawno temu. Chorwaci mają teraz inne problemy, a nie zbrodnie wojenne. Nawet media nie poświęcają im wielkiej uwagi – mówi „Rz” szef komitetu helsińskiego w Zagrzebiu Ratko Helebrandt.
Według niektórych analityków mit Gotoviny umarł w chwili jego aresztowania. – Nie jest już towarem, który dobrze się sprzedaje na rynku politycznym. Nacjonalistyczna polityka, dzięki której wypłynął, nie ma już znaczenia – twierdzi Davor Gjenero, politolog cytowany przez AFP.