Przed odejściem z firmy Claudi B. wyczyścił służbowy komputer. Wydawało mu się, że usunął całą prywatną korespondencję. Jakież było jego zdziwienie, gdy zorientował się, że treść jego e-maili, z których wiele miało erotyczne zabarwienie, znają jego brat, szwagierka, była żona, nawet pracodawca kobiety będącej adresatką płomiennej korespondencji – pisze katalońska „La Vanguardia”.

Okazało się, że do jego poczty elektronicznej dobrał się kolega. Od października do grudnia 2006 roku ujawnił treść co najmniej 480 jego listów. Chciał, by bliscy autora dowiedzieli się, co robił w godzinach pracy.

Sędzia z Barcelony, przed którą stanął ten człowiek, oskarżony o „ujawnienie prywatnych tajemnic”, nie potraktowała sprawy z przymrużeniem oka. Antonio R. C. został skazany na dwa lata i dwa miesiące więzienia oraz 3240 euro grzywny. Ma też zapłacić koledze 4000 euro odszkodowania za straty moralne. Sąd odrzucił argument, że tylko dwa procent listów miało intymny charakter. Treść korespondencji – podkreślił – nie miała znaczenia. O wysokości wyroku zdecydował sposób, w jaki oskarżony uzyskał dostęp do e-maili kolegi, i to, że rozpowszechnił je, by mu zaszkodzić.

„La Vanguardia” zwraca uwagę, że grzebanie w cudzej korespondencji i rozsiewanie na jej podstawie plotek o życiu prywatnym bliźnich to nie tylko wstrętny nawyk, ale i przestępstwo, które może drogo kosztować. Jeden z internautów ma wątpliwości, czy etyczne było pisanie prywatnych e-maili w godzinach pracy.