Profesor uniwersytetu w Opawie od lat prowadzi ewidencję Czechów i osób związanych z Czechami, które zginęły na terenie dawnego ZSRR. W swojej bazie ma kilka tysięcy nazwisk. 480 z nich to ofiary dokonanej w 1940 roku zbrodni katyńskiej.
– Nigdy nie sądziłem, że było ich tak dużo. To przede wszystkim Polacy, którzy urodzili się na Zaolziu, ale też w Pradze i innych miastach dzisiejszych Czech. Również osoby, które w chwili wybuchu wojny tu mieszkały lub przybyły po 1938 roku, gdy Polska zajęła Zaolzie – mówi “Rz” prof. Borák. Najwięcej – 348 osób – zostało zamordowanych w Twerze. W Katyniu – 99, w Charkowie – 32. Lista nie jest zamknięta.
– Ciągle pojawiają się nowe nazwiska. Dwa tygodnie temu znalazłem kolejne, o którym nie wiedziałem – mówi. To urodzony w Opawie generał armii polskiej Rudolf Prich, który dowodził obroną obszaru Lwowa. – Sądzono, że został rozstrzelany podczas ewakuacji, ale odnalazłem go na liście ukraińskiej. Prawdopodobnie zginął w Bykowni pod Kijowem – mówi.
Czy Czesi o tym wiedzą? Historyk Petr Koura z Uniwersytetu Masaryka przyznaje, że nie słyszał, by osoby powiązane z Czechami zginęły w Katyniu.
– Ale jeśli tak było, to na pewno byli to Polacy czeskiego pochodzenia – mówi “Rz”. Inny historyk Stanisław Zahradnik z Zaolzia również przyznaje, że wiedza Czechów jest niewielka. – Ale profesor Borák należy do czołówki czeskich historyków i wyniki jego badań zaczynają docierać do społeczeństwa – mówi.