Obama wygłosił przemówienie na uniwersytecie w Hartford w Connecticut, godzinę jazdy od Newton, gdzie spotkał się z rodzinami ofiar strzelaniny sprzed czterech miesięcy, w której dwudziestolatek zabił 26 osób, w tym 20 dzieci.
- Wizyta w Newton była dla mnie jednym z najtrudniejszych dni w życiu - powiedział Obama.
Agencja Associated Press pisze, że podczas przemówienia Obama miał łzy w oczach, gdy wspominał Nicole Hockley z Newton, która co noc prosi zabitego w strzelaninie 6-letniego syna Dylana, by przyszedł do niej we śnie,
- Jeśli jest cokolwiek, co możemy zrobić, żeby rodzice nie musieli chować swoich zastrzelonych dzieci, to czyż nie warto o to walczyć? - pytał retorycznie Obama. - Conencticut, tu nie chodzi o mnie, nie o politykę. Chodzi o zrobienie czegoś dla rodzin, które zostały brutalnie pozbawione swoich członków przez zbrojną przemoc - przekonywał prezydent.
Ponad trzytysięczny tłum skandował: "Głosujcie za!"
Barack Obama zaprosił na pokład Air Force One w drodze powrotnej do Waszyngtonu jedenaścioro rodziców dzieci zabitych podczas strzelaniny w Newton. Mają oni lobbować wśród polityków za głosowaniem za ograniczeniem prawa do posiadania broni.
Dalsze zabiegi o przegłosowanie ustawy będą miały miejsce podczas organizowanego dziś przez Biały Dom spotkania z wiceprezydentem Joe Bidenem i urzędnikami organów ścigania. Biden j będzie też mówić o kontroli broni w czwartek w sieci kablowej MSNBC TV.
Pierwsza Dama Michelle Obama będzie lobbować za uchwaleniem ustawy podczas swojej środowej wizyty w Chicago.
Przypuszczalnie jednak prezydentowi nie uda się przeforsować restrykcyjnego prawa. Chociaż sondaże wskazują na silne poparcie dla kontroli osiadania broni, badania CBS News w końcu marca wykazały tylko 47 procent poparcia dla radykalnego zaostrzenia prawa, podczas gdy tuż po strzelaninie w Newton poparcie to wynosiło 57 procent.
Senat ma obradować nad prawodawstwem dotyczącym kontroli broni już w tym tygodniu.
Emocjonalne wystąpienie Obamy