Wyrok sądu dzielnicowego w Wilnie wobec Lucyny Kotłowskiej, dyrektorki administracji rejonu wileńskiego dyrektorki zapadł w gorącym momencie.

Centrolewicowy gabinet Algirdasa Butkevičiusa - w którym jest też Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL), rządząca w tym rejonie - pracuje bowiem nad projektami dwóch ustaw ważnych dla mniejszości.

Jedna dotyczy pisowni nazwisk nielitewskich w paszportach. Druga to ustawa o mniejszościach.

- Jej projekt przewiduje właśnie pisanie nazw ulic i miejscowości także w języku mniejszości, jeżeli stanowi ona na danym terenie co najmniej 25 proc. mieszkańców - powiedział "Rz" Edward Trusewicz, wiceminister kultury Litwy (z AWPL). Stał on też na czele grupy roboczej, która przygotowała dla rządu propozycje dotyczące. praw mniejszości

Prace nad projektami się przedłużają, co budzi zaniepokojenie społeczności polskiej. Edward Trusewicz jednak uspokaja: - Projekt ustawy o mniejszościach narodowych jeszcze nie trafił do Sejmu, bo ma być omawiany w rządzie. Ale pierwsze czytanie jest przewidziane jeszcze w tej sesji parlamentu, która się kończy 1 lipca. I sądzę, nawet jestem przekonany, że tak się stanie - dodał w rozmowie z "Rz",

Wileński sąd oddalił w czwartek wniosek komornika, który domagał się do 1000 litów (ok. 1200 złotych) kary za każdy dzień zwłoki.

To Kotłowska miała zdaniem komornika płacić karę za to, że na prywatnych domach wiszą napisy po polsku. A właściwie również po polsku, bo zamieszczone na tabliczkach nazwy ulic są zazwyczaj dwujęzyczne (np. Vilniaus g. i ul. Wileńska).

Komornik ma siedem dni na odwołanie się od wyroku do sądu wyższej instancji.

Więcej w piątkowej "Rz"