W sosnowieckiej klinice leży 20-latek, który na oddziale ostrych zatruć z powodu zażycia dopalaczy znalazł się w tym roku po raz trzeci, a drugi w ciągu dwóch ostatnich tygodni. Zażył „Mocarza" – jeden z dwóch najsilniejszych dopalaczy dostępnych na rynku, 800 razy mocniejszy od marihuany. Skręt kosztuje tylko 10 zł.
– Może trzeba zacząć mu wystawiać faktury za pobyt – utyskuje jeden z policjantów. Od czwartku we wszystkich śląskich komendach nad akcją antydopalaczową intensywnie pracują funkcjonariusze z praktycznie wszystkich wydziałów. Trwa obława na sprzedawców, ale najważniejszy cel to złapać hurtownika, który na początku wakacji zalał śląski rynek śmiertelnym specyfikiem. I współpracujących z nim dużych dostawców, których fani dopalaczy na forach nazywają vendorami. To najczęściej anonimowi, ukryci za komputerowymi nickami handlarze.
– Ta sprawa to najwyższy priorytet, bo chodzi o ludzkie życie. Cud, że jeszcze nikt nie umarł. Cena „Mocarza" jest tak niska, że może sięgnąć po niego każdy – mówi katowicki policjant.
Jego kolegów przesłuchujących osoby zatrute dopalaczem zszokowała opowieść jednego z młodych mężczyzn. Po odtruciu oświadczył: – To jest tak dobre, tak kopie, że dalej będę to brał.
Śląska policja zatrzymała do tej pory dziewięcioro sprzedających „Mocarza" (i kilka tysięcy porcji przygotowanych do sprzedaży). – Udało się ich namierzyć dzięki zeznaniom klientów – przyznaje jeden z biorących udział w akcji.
To płotki, dopalacze sprzedawali w domach czy pod dyskotekami. Towar mieli od wspomnianych vendorów. Ci zaś zapewne od jednego hurtownika. Zdaniem policjantów wskazują na to podobieństwa wszystkich zarekwirowanych opakowań „Mocarza".
W poniedziałek zwolniono do domu dwójkę z zatrzymanych: 59-letnią kobietę oraz 26-letniego mężczyznę, którzy mieli w domu 140 gramów tego specyfiku na sprzedaż. Prokuratura nie wystąpiła do sądu o ich aresztowanie, uznając, że materiał zebrany przez policję jest za słaby. – Mamy zeznania klientów. To skandal – komentuje to katowicki policjant.
W ciągu czterech ostatnich dni tylko na Śląsku „Mocarzem" zatruły się 204 osoby. To ogromna liczba. W całym ubiegłym roku w regionie odnotowano 602 przypadki zatruć dopalaczami.
Jedna z policyjnych hipotez mówi, że handlarze upłynniają obecnie towar sprzed pięciu lat. Faktycznie, w 2010 r. „Mocarz" po raz pierwszy pojawił się na rynku, ale rząd akurat wtedy zaczął akcję antydopalaczową, handlarze się wystraszyli i przestali go rozprowadzać. Policja postawiła hipotezę, że chcą teraz ponownie go sprzedać, tym bardziej że są wakacje, a wtedy przybywa chętnych na tego rodzaju specyfiki.
W ostatnim czasie pojawiła się agresywna reklama „Mocarza" w internecie, rozdawano ulotki zachęcające do kupowania tego środka. Można go jednak nabyć nie tylko w sieci. Dopalacz sprzedawano m.in. w jednym ze sklepów typu „Wszystko po 5 zł".
Po informacjach o fali zatruć do śląskich szpitali zgłaszają się kolejne osoby, które zażyły „Mocarza". – Większość po konsultacji medycznej i badaniu wraca do domów – mówi „Rzeczpospolitej" Grzegorz Hudzik, wojewódzki inspektor sanitarny w Katowicach. Pacjenci otrzymują środki uspokajające, nawadniające, w gorszych stanach czeka ich płukanie żołądka. – To kosztowne leczenie liczone w tysiącach złotych – ocenia Hudzik. Koszty podraża asysta policji. Osoba, które zażyła „Mocarza", jest agresywna.
Wojewoda śląski z kuratorem oświaty zdecydowali w poniedziałek o rozpoczęciu jeszcze podczas wakacji szeroko zakrojonej akcji edukacyjnej. Pogadanki na temat szkodliwości dopalaczy mają być przeprowadzane na koloniach i obozach. – Wyprodukujemy też film z mocnym przekazem, by wstrząsnął i trafił do świadomości – zapowiada Marta Malik, rzeczniczka wojewody.