W piątkowym proteście przeciwko "zakorzenionej w kraju korupcji" i niskim płacom w Bukareszcie wzięło udział ok. 50 tysięcy osób. W czasie protestu doszło do starć demonstrujących z policją - część demonstrantów obrzuciła policjantów butelkami, a policja odpowiedziała rozpyleniem gazu łzawiącego i armatek wodnych.

Prezydent kraju, Klaus Iohannis, nazwał reakcję policji "nieproporcjonalną". 

- Zdecydowanie potępiam brutalną interwencję policji, zdecydowanie nieproporcjonalną wobec działań większości osób (biorących udział w demonstracji) - powiedział prezydent.

Do protestów doszło również w innych rumuńskich miastach. W sobotę w Bukareszcie zapowiadane są kolejne protesty.

W piątek demonstrujący zebrali się przed siedzibą rządu w centrum Bukaresztu. Uczestnicy protestu domagali się dymisji rządu, sprzeciwiając się działaniom rządzącej krajem Partii Socjaldemokratycznej (PSD), które - ich zdaniem - zmierzają do osłabienia władzy sądowniczej.

Starcie z policją rozpoczęło się od podjęcia przez część protestujących próby wtargnięcia do rządowych budynków.

Policja zapewnia, że jej reakcja na działania protestujących była proporcjonalna do "agresywnych działań chuliganów znajdujących się w tłumie protestujących".

W lipcu prezydent Iohannis, pod silną presją PSD, zaaprobował dymisję prokurator zajmującej się walką z korupcją, Laury Codruty Kovesi, która prowadziła śledztwa ws. korupcji dotyczące wielu polityków.