[b]Rz: Problem jest od 22 do 6?[/b]
[b]Marek Anioł:[/b] No, tak. Rzecz jednak bardziej w porze roku, a nie w godzinach. Zakłócanie ciszy nocnej to problem w okresie późnowiosennym, letnim i wczesnojesiennym. Wtedy jest ciepło i ludzie mają ochotę spędzać czas na powietrzu.
[b]Więc to wina pogody?[/b]
.
[b]A co z sąsiadem remontującym łazienkę po nocy?[/b]
Straż Miejską Krakowa interesuje zakłócanie ciszy nocnej w miejscach publicznych: na ulicy, w parku, przed barem. Mamy oczywiście zgłoszenia, że hałasuje sąsiad za ścianą – ale to są kwestie, którymi się nie zajmujemy.
[b]Nie podejmujecie wówczas interwencji?[/b]
Nie. To sprawa dla policji, a przede wszystkim dla administracji. Wyjątkiem są sytuacje, gdy mieszkanie prywatne sąsiaduje z klubem, w którym trwa impreza.
[b]I co wówczas?[/b]
Zawsze zaczyna się od rozmowy i to najczęściej wystarcza. Sprawa może trafić do sądu, jeśli właściciel lokalu woli płacić mandaty, niż się ucywilizować.
[b]Wszystkie przypadki są oczywiste?[/b]
W tym roku była plaża przed krakowskim hotelem Forum, skąd nocą, rzeką, roznosił się dźwięk muzyki nawet na dalekie osiedla. Wiadomo, jak woda
niesie. Przyjechaliśmy, sprawdziliśmy – organizator imprezy miał pozwolenie, a nawet urządzenie pomiarowe, które potwierdzało, że normy nie są przekroczone – więc nic nie mogliśmy zrobić.
[b]Stale monitorujecie poziom hałasu w centrum?[/b]
Doraźnie, zwłaszcza gdy jest zgłoszenie. Organizator tegorocznej Nocy Jazzu na Małym Rynku zobowiązał się nie przekraczać 60 decybeli. Po 22 odezwały się telefony mieszkańców. Przyjechaliśmy, zmierzyliśmy i faktycznie było głośniej. Akustyk musiał ściszyć koncert. Efekt był taki, że na pół godziny przed końcem koncertu część instrumentów nie była słyszalna.
[i]—rozmawiał Antoni Trzmiel[/i]