Rezolucję w tej sprawie przegłosowano w czwartek w Strasburgu na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (PACE), instytucji zajmującej się ochroną demokracji i praw człowieka w Europie. Prace nad rezolucją rozpoczęły się co prawda już w 2016 r., ale wskutek zmian organizacyjnych i personalnych finał nastąpił dopiero teraz.

PACE nie pozostawia wątpliwości, że reformy prowadzone przez rząd PiS podporządkowały wymiar sprawiedliwości władzy wykonawczej. Krytykuje nadmierną władzę i uznaniowość decyzji ministra sprawiedliwości nad sędziami i postuluje pilne rozłączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Apeluje o przywrócenie zasady wybierania członków Krajowej Rady Sądownictwa przez środowisko sędziów, a nie parlament. Wskazuje na konieczność ograniczenia władzy ministra nad szefami sądów powszechnych. Krytykuje też instytucję skargi nadzwyczajnej, wskazując, że jej stosowanie może doprowadzić do fali skarg przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Wreszcie nawołuje do zmiany przepisów ws. Izby Dyscyplinarnej SN. Wskazuje także na wagę ostatnich werdyktów SN, że KRS nie jest niezależnym organem, a Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, i apeluje do władz o zastosowanie się do tych orzeczeń.

Czytaj także:

Jest rezolucja Rady Europy ws. Polski

Zarówno w rezolucji, jak i w debacie wskazywano, że brak niezależności sądów w Polsce jest problemem nie tylko dla obywateli.

– Polska jest też odpowiedzialna za wykonywanie prawa europejskiego – mówił Jacques Maire, francuski liberał. Wtórował mu Krzysztof Śmiszek z Wiosny: „Wspólna przestrzeń prawna w Europie dramatycznie się kurczy". Rezolucja wskazuje na możliwe problemy z wykonywaniem europejskiego nakazu aresztowania, czyli uproszczonego mechanizmu ekstradycji między państwami UE. A także o ryzyku braku prawa do obrony w kontekście europejskiej konwencji praw człowieka.

W dokumencie pojawił się też zarzut „frankensteinizacji" prawa. Chodzi o argumenty rządu, który wskazuje na pojedyncze rozwiązania stosowane w innych systemach prawnych – np. Niemczech, Francji, czy Hiszpanii – uzasadniając tym ich wprowadzenie w polskich reformach. Autorzy rezolucji wskazują, że to budowanie potwora, bo wyciąga się pojedyncze elementy z kontekstu i tworzy zły system. Pojęcie „frankensteinizacji" skrytykował Dominik Tarczyński z PiS.

– Co to za język? To nie jest pojęcie prawne – mówił polski poseł. Zapisów bronił Aleksander Pociej.

– Idealne słowo, ono oddaje dokładnie to, co dzieje się w Polsce – powiedział senator Koalicji Obywatelskiej.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ