Czy prawnicy i sędziowie prą do władzy?
- Prawnicy, a zwłaszcza sędziowie, żadnej władzy nie chcą, nie potrzebują jej. Wystarczy im ta, którą mają.
- „Trwa starcie między polską racją stanu a środowiskami prawniczymi, które chcą władzy” – stwierdził prezydent Andrzej Duda, komentując spór wokół Krajowego Planu Odbudowy. I zaraz wyjaśnił, że chodzi mu o środowiska sędziowskie, i nie wyłącznie polskie, ale również zagraniczne. Co pan na to ?
- No tak; jedno zdanie i tuzin pytań.
- Czyli?
- Pierwsze o polską rację stanu: jak ją rozumie prezydent ? Czy racja stanu jest tożsama z planami partii, której Andrzej Duda jest akolitą? Andrzej Duda nigdy nie zdefiniował, jak rozumie rację stanu. A przecież każdy Polak dobrze rozumie, co jej szkodzi, a co jej sprzyja.
- A według pana racja stanu to co?
- To oczywiste. Zgodne z racją stanu kraju jest wszystko to, co mu służy, co go wzmacnia, zarówno wewnętrznie, jak i w otoczeniu międzynarodowym.
Czytaj więcej
„Polski prezydent zapomniał, czym jest prawo i praworządność. Sam aktywnie te standardy niszczy, co potwierdzają orzeczenia TSUE i ETPCz. A teraz k...
- Może coś więcej z tego tuzina pytań?
- Nie pojmuję, o co prezydentowi chodzi, gdy mówi o starciu (nieokreślonej) polskiej racji stanu ze środowiskiem prawniczym. To środowisko, przede wszystkim sędziowie, trwa przy pilnowaniu konstytucji i - poza niechlubnymi przypadkami - stara się potwierdzać przywiązanie do demokracji, której nasza konstytucja jest kamieniem węgielnym. Wypowiedź prezydenta odczytuję jako rozczarowanie, że nie udało się dotychczas całkowicie zniewolić wymiaru sprawiedliwości. Muszę tu przypomnieć, że Andrzej Duda jest prawnikiem więc jego wypowiedź jest głęboko wiarołomna.
- Mocno pan argumentuje…
- Z tuzina wybiorę jeszcze jedną wisienkę. Prezydent insynuuje, że środowiska prawnicze „chcą władzy”. Prawnicy, a zwłaszcza sędziowie, żadnej władzy nie chcą, nie potrzebują jej. Wystarczy im ta, którą mają. Doktor nauk prawnych Andrzej Duda powinien nabyć na pierwszym roku studiów wiedzę, że sądy są - w demokracji - trzecią, niezależną władzą, a sędziowie są niezawiśli. I zapewne tę zasadę zna.
- Czy niezawisłość sędziowska, o której pan mówi może prowadzić do dowolności ferowanych orzeczeń, subiektywnej oceny rozpoznawanych spraw?
- Wręcz odwrotnie. Sędzia jest związany poczuciem co moralne, literą prawa oraz społecznym odczuwaniem tego, co sprawiedliwe. Wszelki zamach na tak rozumianą integralność sędziego jest burzeniem porządku społecznego. To oznacza, że każda władza, która chce sobie podporządkować sądownictwo, jest władzą nielegalną. Ten pogląd liczy sobie tysiące lat.
- Niezależnie jakie są motywacje radykalnych kontestatorów zmian w sądach, ich efekt przybiera już chyba wymiar karykaturalny ?
- Muszę się z panem zgodzić. Kabaret z losowaniem niebieskich piłeczek w wykonaniu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego to jest nic innego jak Neo Nówka. Zaczęliśmy od polskiej racji stanu, a kończymy w kabarecie.
- Czepia się pan formy, losowania, ale od szeregu lat jest w sądach stosowane.
- System losowania jest obraźliwy, ponieważ manifestuje brak zaufania do sędziów, do ich niezawisłości oraz uczciwości. Ma też i inne wady, jak na przykład, że sprawa nie trafi do sędziego, który na danej kategorii spraw dobrze się zna i dysponuje doświadczeniem. Losowanie oznacza także, że do sędziego może trafić zagadnienie, na którym w ogóle się zna, np. z zakresu prawa drogowego, medycznego itd. Gdy zaś chodzi o losowanie składu SN, to rzecz zakrawa już na zupełne nieporozumienie, bo nie los a przymioty wybitnego sędziego mają decydować o wejściu do elity sędziowskiej.
Rozmawiał Marek Domagalski