Cała akcja wyglądała jak niewielki lokalny stan wojenny. Zwolnienie ze stanowiska dyrektora Trójki Kuby Strzyczkowskiego, zamknięcie redakcji „Zapraszamy do Trójki”, zdjęcie z anteny prowadzących, karne przenoszenie do innych segmentów Polskiego Radia i zajęcie biurek dziennikarzy przez nowe osoby, niemające często nic wspólnego z radiem – to obraz akcji pacyfikacyjnej bez precedensu w mediach publicznych. Chociaż nie, krążą przecież legendy o spikerze ewakuującym się w noc ogłoszenia stanu wojennego przez okno w toalecie na podwórko w gmachu przy Malczewskiego w obawie przed aresztowaniem. Więc jednak precedens jest.

Kuba Strzyczkowski został dyrektorem po skandalu z piosenką Kazika „Twój ból jest większy niż mój” i jej pierwszym miejscem na Liście Przebojów Trójki. Sięgnięto wtedy po wieloletniego dziennikarza tej anteny, „krew z krwi” trójkowego radia A on, wraz z kilkunastoma dziennikarzami, dał się przekonać wicepremierom Jadwidze Emilewicz i Piotrowi Glińskiemu, że respektowane będą zręby autonomii anteny. Po wyborach gwarancje miały być powtórzone. To przecież nie kto inny niż Andrzej Duda mówił, co czuje po brutalnej ingerencji władz radia w Listę Przebojów. „Ogromny niesmak, to jest żenujące. Śpiewać każdy może, słuchać też każdy może, puszczać piosenki też każdy może. Mam nadzieję, że zostaną z tego wyciągnięte konsekwencje” – powiedział.

I konsekwencje rzeczywiście zostaną wyciągnięte, tylko nieco inne, niż wydawało się prezydentowi. Przyszedł bowiem czas na starannie przygotowany odwet. – Ta pani nie wybacza – mówi o prezes PR Agnieszce Kamińskiej jeden z dziennikarzy Polskiego Radia. – Ona jednym ruchem zwalnia osoby, które czymkolwiek się jej naraziły, nawet jeśli należą do obozu „dobrej zmiany”. Więc dokończenie likwidacji Trójki to była tylko kwestia czasu.

Szczególnie że dziennikarze narazili się pani prezes w czasie posiedzenia senackiej Komisji Kultury, podczas której senatorowie wzięli na dywanik szefową PR, a obecni tam redaktorzy zadawali mnóstwo niewygodnych pytań.

Kamińska uważana jest za osobę, którą stworzył Krzysztof Czabański, szef Rady Mediów Narodowych, niektórzy doszukują się też jej związków politycznych z obozem ziobrystów . Być może trójkowa szarża jest więc elementem większej całości i walki o władzę w obozie Zjednoczonej Prawicy. Tym bardziej że została przeprowadzona, gdy oboje wicepremierzy byli jeszcze na urlopie.

Jedno jest pewne: z Trójki nie zostały już nawet okruszki. Ale jeśli nad czymś nie można mieć pełnej kontroli, to lepiej to zlikwidować – w myśl politycznej praktyki obozu „dobrej zmiany”.