Media pełne są rozważań o zjednoczeniu Palikota z Millerem. Od razu mówię, nie wierzę w tę fuzję. Leży ona, przynajmniej na razie, w interesie Palikota. Ale Leszkowi Millerowi dopóty, dopóki jego Sojusz jest poobijany, jest to nie po drodze.
Według publicysty zjednoczenie może odbyć się tylko na warunkach Leszka Millera:
Nie po to Miller odbywał polityczną golgotę; kajał się na Rozbrat, podlizywał Napieralskiemu i znosił upokorzenia w Łodzi, aby teraz iść na zastępcę nieobliczalnego Palikota. Stąd 1 maja, gdy w Sali Kongresowej – o ile do tego dojdzie – przedstawiciele obu partii się spotkają, to sobie pogadają i tyle. Idę o zakład, że zjednoczenie, jeśli do niego dojdzie, odbędzie się na warunkach Millera. Bo pan Leszek umie czekać i w związku z tym wytrzyma do czasu aż Palikot będzie osłabiony i potrzebujący wsparcia SLD jak powietrza.
Rolicki analizuje sytuację z punktu widzenia Palikota:
Inaczej sytuacja wygląda z punktu widzenia Palikota. Jeśli ma dojść do fuzji, to tylko teraz, gdy opromienia go sława mołojecka zwycięzcy rankingu politycznego tzw. braci mniejszych. Ale tak będzie tylko do czasu. Niebawem okaże się, że pan Janusz przypomina, proszę wybaczyć kolokwializm, krowę, która dużo ryczy, a mało mleka daje.
Za rok, dwa i trzy będzie widać, że temu politykowi towarzyszy stały szum, a w ślad za nim nie idą dokonania w realnej polityce. (...) Natomiast na to, aby spuścić uszy po sobie i pójść za premierem Tuskiem – a jest to warunek powodzenia jego Ruchu – Palikot jest zbyt dumny, a zarazem za mało dumny. Dlatego powtarzam: patrzę ze spokojem na szamotaninę na lewicy. Wiem, że z tego mleka nie będzie.