Kowal odniósł się do słów europosła Migalskiego, który napisał, że nie wiedział, nad czym głosuje:

Prawdą jest, że ta ilość dokumentów tworzonych dzisiaj, często niepotrzebnie, przekracza granice zdrowego rozsądku. Przy 200 czy 300 głosowaniach nie ma możliwości, żeby każdy znał wszystkie dziedziny, w których jest głosowanie. Ja nawet nie chcę, żeby ktoś znał, bo jak ktoś uważa, że jest tak samo dobry w sprawach rybołówstwa i polityki wschodniej, no to ja już bym się tego obawiał. Wniosek z tego nie jest taki, żebyśmy się wszystkiego uczyli, tylko trzeba zakończyć tę biegunkę prawną w Sejmie i w Brukseli.

Polityk oburzał się na słowa premiera:

Nie można powiedzieć także, tak jak pan premier, że nie ugnie się pod szantażem. Bo kto jest szantażystą? Ja czy ci młodzi ludzie? Powinno zacząć się od tego, żeby państwo mogło zagwarantować bezpieczeństwo stron rządowych. Przez dwa dni ministrowie tylko próbowali zgadywać, co się dzieje.

Kowal stwierdził, że większość protestujących jest wściekła na rząd:

Wiem, że wśród ideologów internetu są w tej sprawie takie poglądy, że definicja kradzieży się zmieniła. Powiedzmy sobie szczerze, większość tych ludzi, którzy protestują przeciwko ACTA, to są ludzie wściekli na to, że są traktowani bardzo źle przez rząd. Chyba od Gomułki tak nie było, że można zignorować głos Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Rzecznika Praw Obywatelskich, wszystkich partii - od lewa do prawa.