Mogę powiedzieć tyle, że kiedy byłam na zewnątrz PO i czytałam o Platformie w mediach, to miałam obraz bardzo rygorystycznie prowadzonej partii. Teraz jestem w środku i mogę powiedzieć - nic bardziej mylnego. Raczej widzę w PO odzwierciedlenie swobód szlacheckich, gdzie każdy mówi, co chce, i nikt nie zamierza nad tym panować. Są różne opinie w partii. I to okazuje się jej siłą. To zresztą dość oczywiste w każdej dużej partii, która ma wiele nurtów.

Na stwierdzenie, że kiedyś w PO nie krytykowano współtowarzyszy, Kluzik-Rostkowska odpowiada:

Partia ma różne odłamy. W PiS często byłam odosobniona w wielu swoich poglądach, mimo to głosiłam je bez nieśmiałości. Polityk powinien mieć wyrobioną opinię w sprawach, którymi się zajmuje, umieć z otwartą przyłbicą swoich poglądów bronić, ale musi też być otwarty argumenty innych ludzi i pamiętać, że porozumienie to niesłychanie ważny element politycznej codzienności.

O planach reformy emerytalnej:

Dzisiaj PO toczy niełatwą batalię o większość parlamentarną dla wydłużenia aktywności zawodowej Polaków. Moglibyśmy zostawić ten kłopot następcom. (...) Byłam ministrem pracy i zapewniam, że o podniesieniu wieku emerytalnego wśród ekspertów i polityków zajmujących się tą dziedziną rozmawia się od wielu lat. Proszę sobie przypomnieć, już premier Hausner uważał, że trzeba zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn!

Jeżeli pani mnie pyta, czy pytanie o podniesieniu wieku pojawiło się też w czasie, kiedy pracowałam w rządzie PiS, to opowiadam - tak. Nie pamiętam, czy rozmawiałam o tym z premierem, na pewno zadaliśmy je sobie, przygotowując ustawę o emeryturach pomostowych. Uznaliśmy, że nie damy rady, bo potrzebna jest większość, której nie mamy.

Już przyzwyczailiśmy się, że wypowiedzi Joanny Kluzik-Rostkowskiej zmieniają się w zależności od kierunku spojrzenia Donalda Tuska. Ale kiedy posłanka przejdzie samą siebie? Na pewno jest już blisko.