Maciej Wąsik, szef klubu PiS w Radzie Warszawy i jeden z organizatorów obchodów przed Pałacem Prezydenckim mówi wprost:

Ratusz chce doprowadzić do tego, by nasze zgromadzenie 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu było nielegalne.

Jak czytamy w serwisie rp.pl:

Tak jak w ubiegłym roku działacze PiS zgłosili w stołecznym urzędzie miasta, że chcą zorganizować demonstrację pokojową, upamiętniającą ofiary katastrofy pod Smoleńskiem (…) Politycy szykują nagłośnienie, telebimy, podesty i zaplecze namiotowe. Nie wiadomo jednak, czy taka oprawa tego spotkania będzie legalna.

Dlaczego? Ratusz zażądał od PiS przygotowania m.in. organizacji ruchu na czas demonstracji. Jak uzasadnia Jarosław Jóźwiak wiceszef gabinetu prezydenta Warszawy:

Trzeba na cały dzień zamknąć Krakowskie Przedmieście i po stronie organizatorów leży opracowanie projektu zmian w ruchu. To normalna procedura. Nie ma tu żadnego sabotażu.

Choć przyznaje:

Rok temu Stołeczna Estrada na zlecenie telewizji przygotowała podesty i nagłośnienie, w związku z tym część formalnych uzgodnień ze służbami również przeprowadziliśmy sami, ale w tym roku nikt do nas nie występował o pomoc, miasto nie włącza się w organizację, więc wszystko spada na tych, którzy chcą się spotkać przed Pałacem Prezydenckim.

Zdaniem Wąsika celem urzędników jest piętrzenie trudności:

Projekt trzeba uzgodnić z policją, inżynierem ruchu i Zarządem Dróg Miejskich. Zostały dwa tygodnie, w tak krótkim czasie nie jest to możliwe. Nie zdążymy, nie ma szans.

Urzędnicy prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz odpowiadają:

Demonstracja będzie legalna. Ale scena i techniczne zaplecze nie będą mogły tam stanąć.

Jak państwo sądzicie to zwykłe "urzędniczenie" czy też celowe działanie ratusza?