W wywiadzie, którego udzielił tygodnikowi "Gazeta Polska" były premier podkreśla:
Wersja katastrofy wmawiana nam i światu przez Rosjan i rząd Tuska się posypała. Do ludzi zaczęły docierać także znane od samego początku informacje, że to kontrolerzy lotu w Smoleńsku, zadaniowani przez generała w Moskwie, okłamywali pilotów rządowego samolotu i po części wbrew własnej woli sprowadzali go do lądowania. (…) Poza tym Polacy widzą, że Rosjanie zwyczajnie przetrzymują wrak, wcześniej go niszczyli.
Jarosław Kaczyński zaznacza:
Ludzie, którzy straszą Polaków reperkusjami z wybuchem wojny włącznie, sami są tchórzami. W rzeczywistości boją się nie wojny, lecz tego, co ich może spotkać, gdy prawda o Smoleńsku wyjdzie na jaw. Z powodu doprowadzenia sprawy katastrofy do końca nie będzie żadnej wojny. Rosja nie była w stanie tak naprawdę wygrać wojny z Gruzją, która nie należała do NATO.
Oczywiście nie rozstrzygam, czy zamach był, czy nie. Odnoszę się jedynie do straszenia Polaków, jakie stosuje strona propagująca wersję MAK. Należy jasno powiedzieć: walka o własną godność nikomu nigdy nie wyszła na złe. Tylko taka Polska, która potrafi rzetelnie zbadać przyczyny śmierci swojego prezydenta i elity kraju, może zyskać międzynarodowy szacunek i respekt.
Ci, którzy się nie szanują, nie będą szanowani przez innych, Chcę być dobrze zrozumiany – wiele faktów wskazuje, że 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu, ale jeśli nawet tak było, to nie mamy pojęcia, kto mógł go dokonać.
A jeśli ta hipoteza się potwierdzi, będzie to oznaczało, iż mamy do czynienia z aktem terroru porównywalnym do ataku z 11 września. Nie chodzi o liczbę osób, lecz o skalę. W cywilizowanym świecie nie było takiego wydarzenia jak likwidacja całego przywództwa jakiegoś państwa.
Tymczasem:
Nawet jeśli Tusk nie ma nic wspólnego z tragedią z 10 kwietnia, to sparaliżował śledztwo, by nadal grać rolę potulnego, nie wiele znaczącego obserwatora. Ale to jego słabość, a nie Polski była motorem tych działań. Tusk redukuje pozycję naszego kraju do własnych kompleksów i małych aspiracji.
Były premier zauważa:
Coraz więcej ludzi jest zawiedzionych działaniami tego rządu. Czas grillowania, czyli beztroski, się skończył - do tej pory Tusk i Platforma konsumowali efekty polityki naszego rządu i dobrej koniunktury. Mogli nic nie robić, a i tak ludzie czuli, że żyje się nie najgorzej. Dodatkowo główne media wbijały im do głów propagandę sukcesu. Ale to minęło.
Czasy są trudne, a w nich Donald „Nic nie mogę" Tusk kompletnie sobie nie radzi. Polacy widzą to po własnych portfelach. (…) Tusk sam się wykańcza, bo nie umie rządzić. (…) Dziś sytuacja w kraju wymaga nie propagandy i wykańczania rywali, lecz tytanicznej pracy i merytorycznego przygotowania. Na to Donald Tusk jest za słaby. Siebie nie przeskoczy.