Jcek Kurski mówi:

Afera Rywina dlatego była przełomem, rozsadziła na chwilę system, że jedna strona, której symbolem była Agora, skoczyła do gardła drugiej, czyli lewicy postkomunistycznej. Michnik nie planował afery, nie przewidział skutków swej urażonej dumy, że jak to? – on, demiurg III RP, ma teraz płacić miliony dolców czerwonym, których ocalił przed czarnosecinną rzezią z rąk klerofaszystowskiego motłochu, za jakąś medialną ustawę, którą powinien dostać na pstryknięcie? Afera Rywina dlatego doprowadziła do zmian, że mainstream zgłupiał, stracił azymut. Relacjonował w miarę uczciwie, do głosu doszła opinia publiczna, sprawy wymknęły się spod kontroli, możliwe stały się zmiany frontu jak Nałęcza w komisji śledczej i SLD popłynął. Decydujące były media.

Twórca "Solidarnej Polski" jest zdania, że:

Teraz mamy w pełni kontrolowaną medialnie operację socjotechniczną PO dla przykrycia afery nieporównanie grubszej, jej autorstwa.

I tłumaczy:

Wszystko się wyjaśniło 19 lipca. Polska przegrała przed ETS w Luksemburgu sprawę o ustawę o hazardzie, co może skutkować wypłatą miliardowych odszkodowań za utracone zyski i poniesione straty branży Sobiesiaka i kolesiów, którą PO tak bardzo „chciała" ukrócić. Tusk dawał publicznie słowo honoru, że zgoda Komisji Europejskiej  nie jest potrzebna – w normalnym kraju oznaczałoby to megaskandal z premierem, który naraził kraj na straty, w roli głównej, tłumaczącym się, czy nie miał w tym interesu on lub ktoś z jego środowiska.

Tymczasem:

W Polsce wystarczyło odpalić trzymaną w blokach startowych gadkę dwóch sfrustrowanych kolesiów (Serafin jest tu pewnie rzeczywiście marnym pionkiem), pognać usłużny mainstream na Sawickiego i pokazać, jaki Tusk stanowczy i praworządny. Małe chochle chytrego PSL, jakich zawsze było pełno, posłużyły do przykrycia wielomiliardowej grandy PO. To dziś istota polskiej polityki.

Kurski pointuje:

Znów decydują media. Ale nie tracą azymutu. Wszystko pod kontrolą. I to jest ta różnica.