Pamiętajcie, jeśli Jarosław Kaczyński Was do czegoś namawia, to na pewno nie jest to dobre dla mnie.
- wzywa mieszkańców Warszawy jej prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie zabraknie takich, co wezmą sobie te słowa do serca. Na przykład Magdalena Środa. Ta wybitna profesorka oznajmiła dziś na łamach "Gazety Wyborczej", że "nie idzie na referendum". Nie idzie, choć decyzję tę podjęła w bólach.
Z trudem podjęłam tę decyzję. Z niemałym przychodzi mi też nakłanianie do niej innych. Ale robię to z uporem i dziś.
Możemy sobie wyobrazić, w jakim egzystencjalnym niepokoju dojrzewała do tej decyzji. Niczym duński książę (duńska księżna?), wewnętrznie rozdarta musiała w skrytości duszy (która przecież nie istnieje) wygłaszać solilokwia. Mogły brzmieć mniej więcej tak:
Pójść czy nie pójść? - oto jest pytanie.
Kto postępuje godniej: ten, kto biernie
Stoi pod gradem zajadłej niekompetencji,
Czy ten, kto stawia opór morzu kaczyzmu, w walce kładąc mu kres
Zostać - usnąć - I nic poza tym - i przyjąć, że sen
Uśmierzy boleść miasta
I tysiące tych wstrząsów, które dostają się stolicy
W spadku po HGW.
Zostać- usnąć - Spać - i śnić może?
Śnić o spełnionych obietnicach
Sprawnej komunikacji i inwestycjach bez zwłoki?
Ha! - tu się pojawia
Przeszkoda: jakie mogą nas nawiedzić
Sny po drzemce wyborczej, gdy ścichnie za nami referendalny zamęt?
Niepewni, wolimy
Wstrzymać się chwilę. I z tych chwil urasta
Długie, przecierpiane do wyborów życie.
Bo gdyby nie ten wzgląd, któż by chciał znosić
To, czym chłoszcze i znieważa nas Waltz:
Gwałty ciemiężców, nadętość pyszałków,
Męki wzgardzonych obietnic, opieszałość
Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,
Którymi byle zero upokarza Cierpliwą Warszawę?
Hmm. Może jednak nie było tak dramatycznie. Tym bardziej że czytając tekst pani Środy można odnieść wrażenie, że decyzja o niepójściu na referendum nie była aż tak trudna. Co prawda lamentuje ona, że nie do końca lubi "prezydentkę" Warszawy, że kocha demokrację bezpośrednią i że nawet zgadza się z największymi krytykami Gronkiewicz-Waltz... ale po drugiej stronie już czyha Kaczor. A skoro po drugiej stronie jest Kaczor, to wiadomo, jak się skończy głosowanie tak jak on. Logika jest tu bezlitosna i niepodważalna. Głosujesz w referendum - uszczęśliwiasz Kaczora (to samo w sobie jest grzechem - tj. byłoby, gdyby grzechy istniały) - oddajesz mu władzę - Warszawa staje się Smoleńskiem - powraca Średniowiecze.
W Polsce (może nie tylko tu) wysoką mobilizację polityczną wykazują zwolennicy szaleńczych idei i demagogicznych przywódców. PiS ma dużą zdolność mobilizacji swoich zwolenników, a nie chodzi im przecież tylko o zmianę prezydenta Warszawy, lecz również o kolejny etap wielkiego show, który nazywa się "zwycięstwo prezesa".
Tymczasem zaangażowanych politycznie, mających zdrowy rozsądek ludzi może pójść do urn zbyt mało, by powstrzymać szaleństwo, które znów zaczyna toczyć Polskę. Przecież (ewentualne) rządy PiS w Warszawie oznaczają usmoleńskowienie stolicy i budowę nieskończonej liczby pomników, alei tudzież Muzeów Zasług dla Największego Prezydenta. Lepiej zostać w domu.
Powtórzmy więc za klasykiem:
"Tak ta świadomość czyni nas tchórzami
Namysł rozcieńcza w chorobliwą bladość,
A naszym ważkim i szczytnym zamiarom
Refleksja plącze szyki, zanim któryś
Zdąży przerodzić się w czyn."