Rosja to podobno nie kraj, a stan umysłu. Po krymskiej przygodzie, stan ten jest obecnie jeszcze bardziej wzburzony niż wcześniej. Wystarczy popatrzeć na wymachujące flagami, strzelające petardami i skandujące "Ra-si-ja" tłumy, czy choćby na lansujących się na Krymie polityków. Jak choćby obecny wicepremier i były ambasador Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin, który ze społecznością Twittera podzielił się ostatnio taką oto słodką fotką...
...z równie słodkim podpisem - ???? ??? ? basta! ("Krym nasz i basta!")
To jednak nic w porównaniu z jednym z posłów z nadkaspijskiego Astrachania, Andriejem Iwancowem, który w swym entuzjazmie z powodu powrotu do Rosji "rdzennie rosyjskich ziem" postanowił o tym zaśpiewać. A do tego nagrać teledysk i opublikować to wszystko na portalu YouTube, z miejsca stając się gwiazdą internetu. Patrząc na ten klip, nie trudno zrozumieć dlaczego.
Trudniej jest zrozumieć, dlaczego Rosja zdecydowała się na wysłanie wojsk. Do podbicia miejscowej ludności jeden czy dwóch takich Iwancowów w zupełności by wystarczyło.
PS. A propos Rogozina. On też może popisać się. Tu występuje w równie przebojowym i udanym teledysku swojej żony.