Ten skandal będzie gangrenował, ludzie zaczną mówić, gdy staną przed sądami i będą zeznawać pod przysięgą i pod groźbą kary wieloletniego więzienia. Jeśli Blatter osobiście niczego nie ukradł (lub nie ma na to dowodów), że chodziło mu tylko o władzę i trwanie przy niej, i tak nie będzie mógł zlekceważyć tego, że odwrócił się od niego cały świat, poza Władimirem Putinem.

Futbol to państwo w państwie, ale nawet jeśli Anglicy nie zbojkotują najbliższego mundialu, a podobno jest taka propozycja, funkcjonowanie piłkarskiej centrali pod rządami Szwajcara stanie się niemożliwe. Chyba nikt już nie uwierzy w jego zapewnienia, że oczyści stajnię, na wszystkich stadionach świata będą witały go gwizdy. Wpływowi politycy żądali przed wyborami jego głowy i raczej nie zmienią zdania.

Blatter utrzymał się przy władzy nie tylko dlatego, że przez wiele lat korumpował działaczy z egzotycznych krajów, których głosy były mu potrzebne w wyborach, ale także dlatego, że opozycja okazała się słaba i niezorganizowana. Michel Platini wycofał się już dawno na europejskie pozycje, tuż przed wyborami w Zurychu wystąpił wprawdzie ostro przeciwko Blatterowi, ale było już za późno, by zbudować liczącą się koalicję. Platini nie jest zresztą kandydatem kryształowym, jego związki z katarskimi szejkami są powszechnie znane, futbol w ogóle nie ma interesu, by wyprać brudy do końca, bo wtedy musielibyśmy wrócić do dawniejszej przeszłości - przyznawania mundiali Francji (1998), Niemcom (2006), a to też nie są czyste sprawy.

Czyli jest tak, jak we wszystkich sportowych aferach ostatnich lat - cała nadzieja w państwowym aparacie ścigania, głównie w USA i w mediach, bo piłka nożna nie chce pomóc sobie sama. Ale trudno sobie wyobrazić, że Blatter dotrwa na stanowisku do końca piątej kadencji.