Rozemocjonowany i w rumieńcach minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro został we wtorek wystawiony przez rząd i koalicję rządzącą do tłumaczenia wyborcom, dlaczego zamiast poprawić działanie polskiego wymiaru sprawiedliwości, doprowadził do sytuacji, w której Polska będzie musiała płacić astronomiczne kary za niewykonanie wyroków unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Sygnał ze strony Rady Ministrów był jasny: „To nie rząd tak popsuł praworządność, to nie prezes mianował pierwszą przewodniczącą Sądu Najwyższego, to nie premier skonstruował Izbę Dyscyplinarną. To Ziobro". Wynikało tak ze słów rzecznika rządu Piotra Müllera, który oznajmił, że rząd może i by chciał zastosować się do wyroków TSUE, ale to Sąd Najwyższy nie daje rady. A przecież jest niezawisły od władzy. Co można poradzić? – Realizacja środka tymczasowego jest możliwa tylko przez Sąd Najwyższy, to Sąd Najwyższy podejmuje takie decyzje, on jest niezależny od władzy wykonawczej. W związku z tym rząd nie może wpływać, w jaki sposób i w jakim trybie Sąd Najwyższy będzie realizował środek tymczasowy – przekonywał rzecznik. W tym momencie chichot minionych pokoleń sprawujących władzę w Ministerstwie Sprawiedliwości dało się słyszeć od Ministerstwa Edukacji i Nauki w al. Szucha, przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów przy Ujazdowskich, aż po ul. Wiejską.

Było jasne, że Ziobro chwilowo został sam. Wybrał więc komunikat najprostszy, który miał już na pewno dawno temu na taką okazję przygotowany. – Wtorkowa decyzja zakomunikowana przez jednego z komisarzy jest kolejnym przejawem agresji Komisji Europejskiej wobec Polski, próbą ograniczenia naszej suwerenności i zamachu na polski porządek prawny – powiedział, podtrzymując najlepsze tradycje krasomówcze luminarzy władzy. I nawet kierunek oskarżeń jest ten sam. To „wrogie kręgi odwetowców z Zachodu". A może tekst znalazł się w jakiejś dawno nieotwieranej szufladzie? Przecież wszystko się zgadza: tamci zachodni politycy też chętnie w latach 50. zapłaciliby nam za praworządność.

Ziobro chwilowo został sam

Co będzie dalej? Rzecznik Müller usprawiedliwiał się, że rząd „może jedynie inicjować zmiany legislacyjne". Czy zatem zainicjował? Tak, ale właściwie jeszcze nie. – My wskazaliśmy Komisji Europejskiej, że w tej połowie roku, czyli na jesieni tego roku, chcemy przedstawić projekty ustaw i je procedować zgodnie z polskim porządkiem prawnym – obiecał i poskarżył się, że Komisja w tej sprawie działała wyjątkowo szybko. Inni mieli więcej czasu.

Może i tak. Ale rachunek rządzącej obecnie formacji wobec Unii Europejskiej jest już wyjątkowo wysoki. Budowanie politycznej większości na koszt Komisji Europejskiej, za sprawą legislacyjnej twórczości ministra sprawiedliwości i jego ekipy, musiało Komisję zdenerwować. Tym bardziej że reszta pomysłów na reformy w tej sferze firmowana była przez cały PiS – jak choćby degradacja Trybunału Konstytucyjnego, w którym finalnie upchnięto – na złość całemu światu – politycznych funkcjonariuszy.

Teraz więc przyszedł czas na zapłacenie tego rachunku. Niestety, zapłacimy wszyscy, bo przecież ten rząd i jego minister od sprawiedliwości zostali demokratycznie wybrani. Zresztą i tak nie mają pieniędzy, a na kontach debet.