Afganistan potwierdził, że Stany są egoistyczne, a co gorsza – niekompetentne. Ich interes w czasach zimnej wojny był zbieżny z interesem Europy Zachodniej. Wtedy chodziło o wspólną obronę przed Związkiem Sowieckim. Decyzja, że NATO musi zwalczać nie tylko zakusy Rosji, lecz także talibów, nie była łatwa, ale możliwa. Podobnej wspólnej decyzji nie udało się podjąć w sprawie Iraku.

Donald Trump zaczął flirtować z Rosją i podjął decyzję o wycofaniu wojsk z Afganistanu. Europejczycy usłyszeli, że wrogiem są dzisiaj Chiny. Joe Biden kontynuuje politykę zagraniczną Trumpa. Wycofał zastrzeżenia w sprawie gazociągu północnego, ewakuuje wojska z Afganistanu i powtarza, że prawdziwym zagrożeniem są Chiny. Rzeczywiście, są silne, autorytarne i aroganckie. Dla Europy jednak zagrożenia militarnego nie stanowią one, lecz Rosja. W kategoriach gospodarczych Chiny są partnerem, choć trudnym, a nie wrogiem. W ten sposób interesy Europy oraz Ameryki się rozchodzą.

Pytanie, co z wojskową kompetencją. NATO stworzyło parasol ochronny nad militarnie słabą Europą. Tylko Stany były w stanie sprostać zakusom Sowietów. Rosja to nie Sowieci w kategoriach bezpieczeństwa, lecz Europa jest wciąż militarnym karłem, co tłumaczy, dlaczego NATO przetrwało upadek muru berlińskiego. Jednak sama potęga militarna Ameryki cudów nie czyni; trzeba mieć pomysł, co z tą siłą militarną robić, i wolę, by tę siłę wykorzystać bez względu na koszty. I tu zaczynają się problemy, nie tylko dla Afganistanu, lecz też dla Europy. Czy sojusz wciąż tworzy parasol obronny przed zakusami Rosji? Jeśli nie, to po co istnieje?

Sekretarz generalny NATO robi dobrą minę do złej i gry i zapewnia, że Afganistan nie jest cmentarzem sojuszu. Politycy europejscy, tacy jak Armin Laschet (niewykluczone, że przyszły kanclerz Niemiec) czy Tom Tugendhat (szef komisji spraw zagranicznych w brytyjskim parlamencie), są mniej optymistyczni i oczekują debaty na temat przyszłości NATO.

Co w tej poważnej kwestii ma do powiedzenia nasz rząd? Dotychczas chyba nic. Nawet słuszny gest, by transportować współpracujących z NATO Afgańczyków z Kabulu do Warszawy, zaprzepaszczono okrucieństwem wobec 30 afgańskich uchodźców na granicy z Białorusią. Nasze stosunki z Ameryką i z Europą są najgorsze od lat. Z Chinami trochę lepiej, lecz trudno tę nową „przyjaźń" sprzedać w NATO. Ja się przy sojuszu nie upieram, lecz chciałbym wiedzieć, kto, czym i jak będzie nas bronił przed ewentualną agresją ze Wschodu. Wygląda na to, że jesteśmy skazani na siebie, skłóceni z zagranicą i ze sobą. Któregoś dnia skończymy jak Afgańczycy koczujący w Usnarzu Górnym na Podlasiu.

Autor jest profesorem na uniwersytetach w Wenecji i Oksfordzie