Nawet jeśli Mariusz Kamiński wyciągnie jakiegoś kolejnego wątpliwego asa z rękawa, to z jego wiarygodnością równą zero - wszyscy wiedzą, że jest politykiem PiS, a nie bezpartyjnym urzędnikiem - nie powinno to mieć wpływu na nastroje społeczne.

Zastanawiamy się, czy Kolenda-Zaleska nie za wcześnie wypowiada się w imieniu społeczeństwa.

PiS, skoncentrowany na swoim własnym partyjnym interesie, niszczy zaufanie do państwa. Poczucie, iż to państwo jest nasze - więc nas nie oszuka i nie wykiwa. (...) Argument z potencjalnym sfałszowaniem wyborów jest najgorszy z możliwych, bo ma na celu podważanie zaufania obywateli do demokratycznego państwa i jego instytucji.(...) Trudno się więc dziwić, że PiS po raz kolejny może przegrać wybory. I pocieszające jest też i to, że ze swoją teorią o fałszowaniu wyborów PiS nie znajduje zwolenników. Chętnych do zasiadania w lokalach wyborczych jest niewielu.

Tyle publicystka "Wyborczej". Argumenty Kolendy-Zaleskiej wypunktował bloger Chinaski w Salonie24.

Po pierwsze, tezy Pani Kolendy są wewnętrznie sprzeczne. No, bo po co
Kaczyński organizuje akcję z aktywizacją wyborców mających pełnić
funkcje mężów zaufania, a więc służącą zapewnieniu uczciwej
elekcji, skoro chce następnie głosić tezę o sfałszowanych wyborach?

Po drugie, skąd Pani Kolenda wytrzasnęła pisowski "argument z
potencjalnym sfałszowaniem wyborów"? Jak mniemam stworzyła go sama,
opierając się właśnie na pojawiających się wezwaniach J.
Kaczyńskiego o patrzenie komisjom wyborczym na ręce.

Po trzecie, skąd Kolenda czerpie wiedzę o tym, że niewielu jest
chętnych do zasiadania w lokalach wyborczych z ramienia PIS?
Przeprowadziła jakieś badania, zleciła je PBS-owi? A może jej się tylko
tak wydaje, przecież to na potrzeby tekstu dla "Wyborczej w zupełności wystarczy.

Po czwarte wreszcie, język. Kolenda pisze: "PIS sączy w obywateli
przekonanie o nieuchronności sfałszowania jesiennych wyborów". Pytanie,
co sączyła w obywateli Pani Kasia, kiedy w materiale dla "Faktów"
"informowała", że Kaczyński podzielił Polaków na tych prawdziwych i
nieprawdziwych?

Kolendzie-Zaleskiej nie zależało na przedstawieniu racjonalnych argumentów, ale na pozostawieniu pewnego wrażenia u czytelników "Wyborczej". Wyraźnie widać, że w obliczu kryzysu partii rządzącej "GW" zaczyna strzelać ze swoich przedwyborczych dział. Na razie kulą w płot.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Bezład przestrzenny"

Po co nam nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

OGLĄDAJ RELACJĘ