Będę startował w wyborach do Senatu, natomiast przy wsparciu kogo, zobaczymy.
Na nic nie czekam, wykonuję wszystkie czynności, które wynikają z ordynacji wyborczej, tak jak zrobił to Marek Borowski, Włodzimierz Cimoszewicz czy Artur Balazs.
Organizuję swój komitet. Jest to bardzo pracochłonne, bo trzeba zebrać ludzi, do których ma się zaufanie, trzeba wyznaczyć pełnomocnika, również pełnomocnika finansowego, trzeba zebrać podpisy, ale to idzie, organizuję to pomału.
Rozważałem, czy mają to być profesorowie, a może mój fryzjer byłby lepszy. Zobaczymy. Staram się stworzyć komitet ekumeniczny, złożony z ludzi przyzwoitych, którzy mają jakiś swój dorobek. Mogę zadzwonić, bo mam przyjaciół z najwyższej półki, tylko czy to jest najlepsze rozwiązanie, nie wiem. Może lepszym rozwiązaniem jest pani, która prowadzi sklep na moim osiedlu - mówił filozoficznie Piesiewicz.
To rzeczywiście ciężki dylemat: być popieranym przez profesorów czy włąsnego fryzjera. Mamy nadzieję, że Piesiewicz znajdzie rozwiązanie przed wyborami, bo jesteśmy arcyciekawi, jaki też będzie jego wyborczy wynik.