Publicysta w serwisie fakt.pl zauważa:

Gdy już wiele miesięcy temu napisałem, że gen. Janicki, szef BOR, dostał awans, a powinien zostać zdegradowany i wylecieć ze służby za katastrofę w Smoleńsku, „Gazeta Wyborcza” ogromnie się oburzyła. Jak ja śmiem – pisał jeden z jej komentatorów – mieć taką opinię o działaniach BOR, skoro BOR też stracił w Smoleńsku swoich ludzi. Był to oczywiście argument absurdalny, nie zdziwił mnie jednak, wziąwszy pod uwagę linię „Wyborczej” w sprawie Smoleńska.

Ciekawe, co „Gazeta” napisze teraz, kiedy biegli potwierdzili, że BOR popełnił w Smoleńsku zaniedbania, prowadzące do obniżenia bezpieczeństwa prezydenta, ale także premiera w czasie wizyt w Katyniu i lądowania w Smoleńsku.

Prokuratura wkrótce ma zdecydować o postawieniu zarzutów.

Autor podkreśla: 

Oto kolejny element oficjalnej układanki, który się posypał, po wielu innych – kłótni gen. Błasika z mjr. Protasiukiem czy obecności tego pierwszego w kokpicie tupolewa. Teraz okazuje się, że BOR zabezpieczał wizytę Lecha Kaczyńskiego w taki sposób, że daje się z tego zrobić akt oskarżenia.

Łukasz Warzecha konkluduje:

Nie wiem, czy Marian Janicki zostanie objęty jakimiś zarzutami. Mam taką nadzieję, ale to nadzieja nikła. Na razie wystarczy mi, że bajeczka o profesjonalizmie działań kierowanej przez niego służby legła w gruzach. I zaznaczam: to nie są zarzuty do liniowych BOR-owców – oni swoją pracę wykonywali najlepiej, jak mogli. Ale kolejna gwiazdka na pagonach Janickiego, przypięta mu po Smoleńsku, to po prostu hańba.

Wczoraj dziennikarz śledczy "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz w "Poranku Radia Wnet" podkreślał, że mimo usilnych starań nie udaje mu się wydobyć informacji z instytucji publicznych, czy gen. Janicki ma maturę…