Do zeznań członka załogi rządowego jaka, który z dziennikarzami na pokładzie wylądował na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj przed planowanym lądowaniem tupolewa, dotarł serwis fakt.pl.

Mimo mgły i niesprzyjających warunków kontrolerzy lotu ze Smoleńska kazali załodze tupolewa obniżyć lot do 50 metrów, o połowę niżej niż mówią przepisy - takie zarzuty stawia im załoga polskiego samolotu jak, który wylądował tam z dziennikarzami krótko przed katastrofą

O tym, że Rosjanie wydali takie komendy, zeznał w polskiej prokuraturze technik pokładowy jaka chorąży Remigiusz Muś.

Dodał, że polecenie takie dostały załogi jaka, tupolewa i rosyjskiego iła, który po nieudanym lądowaniu odleciał na inne lotnisko.

Serwis pisze także:

Teraz polscy eksperci badają nagrania z taśm czarnych skrzynek jaka, jedynych oryginałów rozmów ze smoleńską wieżą, które są od początku w polskich rękach. Na taśmach otrzymanych od Rosjan nie ma słów o 50 metrach, są o 100, czyli zgodnie z przepisami.

Czyżby zwolennicy teorii naciskowej mieli o tyle rację, że owszem - naciski były, ale naciskającymi byli Rosjanie?