Zdaniem badacza, Polska znajduje się w sytuacji, którą można nazwać „społeczną pułapką”:
To jest sytuacja, która jest oceniana przez większość, a niekiedy przez wszystkich, jako dolegliwa, jako nie do przyjęcia, ale ludzie mają racjonalne motywy, żeby ją podtrzymywać.
Jeden przekaz, idący z góry od Platformy, to przekaz wypowiadany półgębkiem: nie traktujemy rządzenia poważnie, nie traktujemy wspólnoty poważnie, nie traktujemy Polski poważnie, będziemy pilnowali, żeby w sytuacjach krytycznych była przysłowiowa woda w kranie, przymykamy oko na to, co wy robicie. I cała atmosfera przyzwoleń we wszystkich sferach życia społecznego, w administracji, w szkolnictwie wszystkich szczebli - uczniowie udają, że się uczą, my udajemy, że się uczymy, członkowie komisji przetargowych udają, że uczciwie rozstrzygają konkursy, przedsiębiorcy udają, że uczciwie w nich startują, w sumie sytuacja pewnych przyzwoleń.
Socjolog podkreślał:
Ta tkanka kulturowa przyzwoleń, przyzwolenie na kulturę bylejakości, stała się strukturalną cechą, która została odziedziczona po PRL, ale za rządów obecnej koalicji została doprowadzona do typu idealnego. Jeśli nie zrozumiemy tego wymiaru, to wszelkie sposoby myślenia, które sam współtworzyłem jeszcze kilka lat temu, koncentrujące ostrze działania politycznego na tzw. układzie, czyli zakulisowych graczach dysponujących
wielkimi zasobami, będą rodziły nieefektywne strategie polityczne.
Ale – przekonuje Zybertowicz – z tego „bagna bylejakości” wynurzają się „wyspy”, które są oazami polskości:
Wynurza się archipelag inicjatyw patriotycznych. Skąd on się bierze? On się bierze ze słusznego wstydu. Jak powiedział mi pewien biznesmen z Torunia, człowiek sukcesu, na pytanie, dlaczego zaczął działać w rozmaitych inicjatywach patriotycznych, klubach dyskusyjnych: bo po 10 kwietnia było mi wstyd za moje państwo. Otóż to jest dobry wstyd, który może pomóc nam odbudować wspólnotę.
Czy w tej sytuacji czeka nas praca organiczna? Nie. Twierdzę, że przed nami jest praca turboorganiczna.