Tajemniczy głos trudno zidentyfikować, tym bardziej, że debata podczas głosowania miała bardzo burzliwy przebieg. W pewnym momencie prezes PiS Jarosław Kaczyński wszedł na mównicę, by zgłosić wniosek formalny z powodu "nieobyczajnego wystąpienia premiera".

Słowa Kaczyńskiego wielokrotnie głośno komentował Stefan Niesiołowski. "Wniosek formalny stawiaj", "masz tylko minutę", "trzymaj się regulaminu", "wyłączyć mu mikrofon" - to niektóre z jego wypowiedzi.

Marszałek Sejmu Ewa Kopacz kilka razy upominała posłów i prosiła o ciszę, przypominała też Kaczyńskiemu, że czas jego wystąpienia minął. Na sali słychać też było poruszenie, głośne oklaski i okrzyki "Pinokio, Pinokio".

Kaczyński mówił:

Jeżeli chodzi o cytaty, do których premier Tusk się odwołał, otóż te cytaty, oczywiście wyrwane z kontekstu, odnoszą się do sytuacji, w której rzeczywiście zarówno śp. prezydent, skądinąd zdumiewająca rzecz, że...

Przerwał mu głos z sali:

Może zadzwonić do niego...

Ale prezes PiS dokończył zdanie:

...premier Tusk odwołuje się do tego rodzaju autorytetu... Przecież to jego koledzy właśnie w tej chwili mówią: zadzwonić do niego. Ten poziom nieprawdopodobnego grubiaństwa to jest pańska zasługa, jeżeli chodzi o polskie życie publiczne.

Głos anonimowego „krzykacza” słychać na nagraniach z sali sejmowej, jest także na stenogramach. Wciąż nie udało się go jednak zidentyfikować.

Bezpośrednio po zakończeniu obrad posłowie PiS twierdzili, że okrzyk dobiegł z ław Ruchu Palikota. Janusz Palikot z kolei wskazywał na posła SLD Marka Balta. Oburzony Balt zażądał przeprosin. Szef SLD Leszek Miller nazwał słowa Palikota "oszczerstwem". Najdalej posunął się Andrzej Halicki z PO przekonywał, że "cytat o telefonie najprawdopodobniej nie padł” i że „to insynuacja, która się zrodziła w głowie samego Kaczyńskiego”.

Marszałek Sejmu skierowała stenogram z obrad do komisji etyki.