Grzegorz Schetyna w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zaznacza, że „PO jest jednym z gwarantów normalności w naszym kraju”. Dlatego tak ważne są następne wybory w partii. Jego zdaniem:
To będzie jeden z ważniejszych momentów w historii PO. Musi znaleźć pomysł na siebie. Jesteśmy partią władzy, wygraliśmy już sześć wyborów z rzędu i będziemy musieli sami siebie, a później także innych, przekonać, że wciąż warto na nas stawiać.
W wywiadzie Renata Grochal wytyka, że "PO nie gra ostatnio zbyt ofensywnie. Notowania po Euro się poprawiły, ale różnica między PiS a PO jest mała". Jednak szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych uspokaja:
Do wyborów pozostały jeszcze dwa lata. Nawet jak na początku gramy defensywnie, to koniec jest na tyle dobry, że daje sukces.
Pytany o zapowiadaną na jesień rekonstrukcję rządu Schetyna odpowiada:
Jestem trochę w pułapce. Gdy pada pytanie o rekonstrukcję, to zaraz wszyscy myślą: „Schetyna chce wrócić do rządu".
A nie chce pan?
Nie czekam na powrót do rządu. Zajmuję się swoją pracą. Nie do mnie należy zapraszanie do rządu i nigdzie się nie wybieram.
Po czym podkreśla:
Mój ewentualny start w wyborach na szefa PO będzie zależało od wielu rzeczy - jaka będzie sytuacja partii, kto będzie kandydował i z jakim programem.
Jeśli Tusk wystartuje, będzie pan kontrkandydatem?
Na razie jedyną deklaracją, którą usłyszałem z ust Donalda Tuska, było to, że nie będzie kandydował.
"Wyborcza" sugeruje analogię między ich sytacją a relacjami Tony'ego Blaira i Gordona Browna. W obu jest „drugi, który chciał być pierwszym”. Schetyna zauważa:
Pamiętam zły koniec tych relacji. Popularny Blair odchodzi, władzę przejmuje technokrata Brown i laburzyści tracą władzę. I to z hukiem. Trzeba uczyć się na błędach innych. Jestem współzałożycielem PO i najważniejsze jest dla mnie jej powodzenie. Zawsze gram na PO. Donald Tusk jest popularnym premierem, który ma ogromne osiągnięcia. O takiej sytuacji może marzyć każda patria. A PO to już jest firma.
Jeśli "partia władzy" to "firma", to czy szykuje się w niej wrogie przejęcie?