Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z „Polską The Times” wciąż  deklaruje swoje poparcie dla wspólnego startu ugrupowań deklarujących się jako lewicowe (zatem zarówno SLD jak Ruchu Palikota):

Na pewno udzielę wsparcia jak największego, nie sądzę natomiast, aby miało to być w postaci własnej kandydatury (…)

Parlament Europejski nie jest miejscem, w którym widziałbym swoją przyszłość.

Odnosząc się do negocjacji w Brukseli, były lider SLD zauważa, że budżet Unii to kwestia kompromisu, a operowanie w ostatniej kampanii parlamentarnej liczbą 300 miliardów („O to chodzi w tych wyborach”) – „było ryzykiem, które musi odbić się Tuskowi czkawką”:

Nawet, jeśli dostaniemy 290 mld i tak będzie to punkt do krytyki - zresztą słusznej - przez opozycję. Miało być 300, a jest 290, porażka. Z drugiej strony polityczni konkurenci mają prawo do punktowania rządu, ale nie bezmyślnie. Jeśli wynegocjowana kwota będzie poważną stawką i z rachunku europejskiego będzie wynikało, że wciąż pozostajemy w gronie największych beneficjentów polityk spójności i rolnej, trudno będzie krzyczeć, że dzieje nam się krzywda, a rząd sprzedał nasze interesy. Buchalteria ma swoją logikę, ale ta europejska jest o wiele bogatsza niż tylko liczby

Aleksander Kwaśniewski chwali też zmianę przywództwa ludowców:

Partia którą oskarża się często o nepotyzm, kolesiostwo i inne matactwa, pokazała piękną, demokratyczną twarz. (...) Ludowcy zrobili wielką przysługę polskiej demokracji w czasach, kiedy coraz bardziej modne stają się partie wodzowskie, rządzone silną ręką. Życie partyjne zanika. Rano z góry idzie krótki komunikat, a działacze jak papugi, często bez większego zrozumienia, powtarzają to, co wyświetla im się w telefonie czy mailu. Na tym tle niespodziewana zmiana przywództwa jest jeszcze bardziej imponująca i pozostaje mi chylić czoła przed PSL-owcami