Nasz były prezydent postanowił najwyraźniej pójść ślady swojego amerykańskiego odpowiednika Billa Clintona. Niestety, nie chodzi o naśladowanie byłego prezydenta w jego politycznych i gospodarczych osiągnięciach (które, nawiasem mówiąc, były całkiem spore), ale raczej w tych mniej chlubnych aspektach jego działalności. Podobnie jak Clinton, Kwaśniewski ma swoją wielką słabość. W przypadku Amerykanina były to kobiety, w przypadku Kwaśniewskiego - alkohol. Podobnie jak Clinton, Kwaśniewski ma też talent do pokrętnych lub kłamliwych tłumaczeń. 42. prezydent USA tłumaczył, że "palił [marihuanę], ale się nie zaciągał" i zapewniał, że "nie odbywał stosunków seksualnych z tą kobietą [Moniką Lewinski]". Kwaśniewski twierdził natomiast, że jest jest magistrem, dostał zarażenia wirusem filipińskim i miał chorą goleń, a teraz, w świetle zarzutów o działanie na rzecz rosyjskiego oligarchy chcącego przejąć polskie zakłady chemiczne, tłumaczy, że rozmawiał wprawdzie w tej sprawie z rządem, ale nie lobbował. Robił to w dodatku nie za pieniądze, ale najwyraźniej z dobrej woli.

W swoim oświadczeniu na Facebooku napisał:

Na początku 2012 r. V. Kantor zapytał mnie, jaki jest klimat inwestycyjny w Polsce, szczególnie wobec inwestorów z Rosji - Acron zainteresował się bowiem informacjami Ministerstwa Skarbu Państwa RP o poszukiwaniu inwestora dla polskich zakładów chemicznych. Nie mogłem kompetentnie odpowiedzieć na to pytanie. Biorąc pod uwagę znaczenie transakcji, oraz mając świadomość szczególnej wrażliwość Polski na inwestycje rosyjskie, postanowiłem skonsultować sprawę z właściwymi osobami w polskim rządzie.

• Informację o pojawieniu się poważnego inwestora branżowego dla Azotów Tarnów przekazałem podczas rozmowy z Janem Krzysztofem Bieleckim, Przewodniczącym Rady Gospodarczej przy Premierze RP oraz - przy innej okazji - z Premierem Donaldem Tuskiem.

• Moje działania w sprawie Azotów Tarnów na tych rozmowach się zakończyły; nie prowadziłem żadnych rozmów z Ministerstwem Skarbu Państwa, zaś w szczególności nie rozmawiałem na ten temat z ministrem Mikołajem Budzanowskim czy jego zastępcami.

Ale już kilka linijek dalej krytykuje rząd za to, że nie chciał sprzedać strategicznie ważnej spółki firmie Kantora, przez co psuje klimat inwestycyjny w Polsce.

Po tym doświadczeniu jeszcze trudniej byłoby mi dzisiaj odpowiedzieć na pytanie - zadawane mi często na konferencjach międzynarodowych - jaki jest rzeczywisty klimat inwestycyjny w Polsce. Mam jednocześnie dodatkowe wątpliwości - jaką realną wartość mają Plany Prywatyzacyjne i inne dokumenty strategiczne polskiego rządu oraz czy Polska rzeczywiście spełnia zasady zachowania uczciwej konkurencji i równego traktowania wszystkich podmiotów gospodarczych.

Jak widać, lobbing niejedno ma imię.